Blog · Archiwum
Po trupach do celu
napisany: 29.12.2019 · 20:51 · dodał: chaos · komentarze: 2
Ten post jest kontynuacją dwóch poprzednich. Jeżeli nie jesteś na bieżąco, cofnij się miesiąc nazad. Jeżeli wiesz o co chodzi, możesz czytać dalej.

Na wstępie muszę przeprosić za tak długą nieobecność, ale straciłem swoj dziennik i obecnie spisuję swoje wspomnienia siedząc przy ognisku przy domu w Shady Belle popijając piwko. Ponad miesiąc temu wyrzuszyłem na poszukiwania ukrytego skarbu przez bandę niejakiego Jacka. Mając w kieszeni ostatnią wskazówkę, zacząłem przemierzać tereny wszerz i wzdłuż. Spotkałem mnóstwo nieznajomych. Jednym pomogłem, a przez innych wpadałem w pułapki. Natknąłem się też na kilka obozów gangów, na które napadłem, a bandytów ograbiłem. Za moją głowę wyznaczono nawet nagrodę. Byłem poszukiwany za morderstwo którego nie popełniłem - facet kipnął na koniu i spadł, sprawdziłem tylko co się dzieje, a z nienacka pojawił się jakiś świadek, który doniosł szeryfowi w Rhodes - istna menda. Tak więc starłem się również z kilkoma zastępami stróżów prawa i łowców nagród. Zawsze z tych spotkań wychodziłem w jednym kawałku, mniej lub bardziej poobijany.

Zwiedziłem pół Ameryki. Udałem się nawet w pobliże Blackwater. Przemierzając tamtejsze leśne ścieżki ktoś wysłał w moją stronę strzałę z łuku. Na szczęście mój koń był szybszy. Na nieszczęście druga strzała mnie trafiła i utknęła z tyłu głowy. Zginąłem na miejscu. Odrodziłem się po drugiej stronie rzeki.

Skierowałem się w stronę Emerald Ranch. Po drodze zahaczyłem o Horseshoe Overlook, gdzie mieścił się nasz stary obóz. Chyba wspomnienia mnie tam zaprowadziły. Tuż niedaleko w zgliszczach znalazłem kolejną mapę skarbów - Le Tresor des Morts, ale o tym później. Skierowałem się dalej na północ. Po drodze wcisnąłem paserowi fanty, które zbierałem po drodze. Po kilku minutach dotarłem do niewielkiego jeziora z kilkoma mniejszymi i większymi wyspami po środku. Wtem zauważyłem coś dziwnego. Na brzegu kręciła się wataha wilków. W samo południe, w upalny dzień. Na pewno pilnowały skarbu po który przyszedłem. Postanowiłem się z nimi rozprawić. Niestety mój głupi koń szybko wpadł w panikę i mnie zrzucił. Zanim się podniosłem wilki ruszyły na mnie. Jednego zabiłem strzałem w głowę, a drugi w tym czasie skoczył mi na plecy powodując kolejny upadek. Trzeci tylko na tym skorzystał i rozszarpał mi gardło.



Umierając zastanawiałem się w jaki sposób zabiję mojego durnego konia.

Odrodziłem się po drugiej stronie jeziora. Nie oglądając się za siebie i nie wspominając o wpadce z wilkami wszedłem do wody. Po chwili znalazłem się na wyspie i zbadałem grunt. Odnalazłem to po co przyszedłem. Skarbem okazały się sztaby najczystszego złota. Piękne i ciężkie zarazem. Poczułem ulgę że to już koniec i jednocześnie przeszywający plecy dreszcz, który zwiastował początek nowych poszukiwań.



CDN.
chaos
napisany 30.12.2019 o godzinie 13:33
zobacz profil autora
Starałem się nie spojlerować aż tak bardzo i opisywałem bardzo ogólnikowo. Najbardziej mnie rozpierdalają przechodnie w Saint Denis którzy wręcz wskakują pod konia. Leci honor i gliny momentalnie rozpoczynają pościg. Ciężko być dobrym.
sdr
napisany 30.12.2019 o godzinie 12:10
zobacz profil autora
Kurde, no to ładny spoiler sobie zrobiłem teraz :P Ale luz, zanim wrócę do singla (o ile w ogóle), pewnie zdążę zapomnieć ;)

Apropos potyczek ze stróżami prawa, też mnie to strasznie wk%$#iało na początku jak dostawałem wanted level za byle gunwo i jeszcze broniąc własnego honoru podbijałem nagrodę za swoją głowę. I tak musiałem ją spłacić i tak, a z kasą się nie przelewało. Do dziś nie wiem co o tym myśleć, ale cóż, może to taka namiastka (#ujowego życia na Dzikim Zachodzie?
wybierz stronę: 1
© 2004 - 2020 GTAthegame NETWORK · All Rights Reserved
Engine by sdr · Design & Content by chaos · Odsłon 91990 · Wizyt 74048