Zaloguj przez Facebooka

chaos

blog

blogarchiwum
Sznurek się skończył
napisany: 23.12.2021 · 00:16 · dodał: chaos · komentarze: 4
Bez posta na tym blogu w 2021? Cholera, ale ten rok szybko zleciał. Ostatnio kiedy klikałem tutaj w link NAPISZ NOWY POST to dzieliłem się wrażeniami z wykręcenia 100% w Red Dead Redemption 2. Wcześniej natomiast wrzuciłem tutaj wideo z pobicia wątku fabularnego w mobilnym GTA Vice City grając na srajfonie 5s pamiętającym czasy dobrobytu.

Cytat:
Byłem to winien.
Byłem to winien tej bandzie programistów z Rockstar Games, a przede wszystkim sobie.

Dzisiaj po ponad 6 latach od instalacji, 7 latach od premiery na urządzeniach mobilnych i prawie 17 latach od pierwszego wejrzenia, ponownie doszedłem do finałowej misji w Vice City. Tym razem na moim wysłużonym iPhone 5S. Nie było łatwo.

Enjoy the moment.



Dzisiaj mam nie lada powód do dumy. Przed chwilą rozpracowałem fabułę w NAJGORSZEJ WERSJI GTA SAN ANDREAS - wersji mobilnej. Zajęło mi to jakieś… półtora roku. 🤪 Łatwo nie było. Nikt nie mówił że będzie. Najgorzej wspominam szkołę latania i misje w którym trzeba było obsługiwać samolot. Powtarzałem je po kilka razy. Garść statystyk: 127 prób misji, 103 wykonane (zacząłem przygotowywać napad na kasyno Caligula, ale potem w poradniku na GTG wyczytałem że jest to nieobowiązkowe i poszedłem dalej), 28 godzin i 40 minut grania, 111 dni upłynęło w grze, 20 razy umarłem, 2 razy mnie aresztowali, w kasynie wygrałem 104 miliony 872 tysiące i 448 dolarów, a licznik postępu zatrzymał się na 62.03%. Jeszcze mnóstwo rzeczy do zrobienia, ale to już sobie daruję.


Oczywiście system przesyłania obrazków w ramach GTG znowu mnie zawiódł 😃

Film? Ma być. Wrzuca się w YouTube. 45 minut mojego koszmaru. Jak przejdzie to podlinkuję.

Kowboj za stówę
napisany: 19.09.2020 · 02:04 · dodał: chaos · komentarze: 9
No i poszło. Dotarłem do samego końca. Wytrwałem. Przeszedłem przez ten czyściec i ODKUPIŁEM swoje winy. Chyba... 🤪



Uwaga, spojlery!

Red Dead Redemption II to nie gra. To sztuka. Fabularnie wessało mnie do roku 1899, kiedy era Dzikiego Zachodu zmierzała ku końcowi, a świat stał u progu cywilizacji. Scenariusz zawiozłem do końca 16 marca 2020 i stanąłem przed dylematem - zakończyć tu i teraz, czy podnieść rękawice, wsiąść na konia i jechać dalej. Spasowałem.

Odpaliłem pierwszą część Red Dead Redemption. Nie pożałowałem.

Ciągle w głowie słyszałem głos, że z RDR2 muszę wyrównać rachunki. No i wróciłem by stawić czoła wyzwaniom, egzotykom i zleceniu polowań. Poznałem na własnej skórze co to takiego odkupienie. Po drodze poznałem historię Reda Harlowa, dowiedziałem się, że w końcu przyjdą po mnie, zapolowałem na legendarną zwierzynę, innym razem zwierzyna zapolowała na mnie. Wieczorami siedziałem przy ognisku i wspominałem stare dobre czasy. Kiedy zebrałem już wszystkie truchła zwierzaczków na wystawę i kwiatki dla księżnej, zostały mi do zrobienia dwa najtrudniejsze wyzwania - Hazardzista 9 i Zielarz 9. W tym pierwszym trzeba wygrać trzy gry w domino z rzędu, a w drugim zapierdalać po całym świecie i zebrać jeszcze raz 43 zioła, co oznaczało powtórzenie zbierania orchidei 😫

Rzygać mi się chciało. Wziąłem jednak dupę w troki i niechętnie wróciłem na bagna. Później z jeszcze większą niechęcią i obrzydzeniem liczyłem oczka w domino (ledwie w godzinę) i kanciłem w pokerze (aż tak długo). Rozbiłem to na 99,9%. Ostatni 0,1% czekał na mnie u trapera.

Czuję ulgę. Wewnętrzną radość i spełnienie. Pierwszy raz od 2004 roku przeszedłem grę na 100%. I to jaką grę. W 319 dni od premiery, 172 godziny w grze, średnio po kilka godzin w tygodniu.

May I stand unshaken?
Dzieje się!
napisany: 18.08.2020 · 17:51 · dodał: chaos · komentarze: 4
Przygotowania do kolejnego odcinka Throwback Thursday: Kiedyś się grało. 😜



Gra którą mam zamiar się w końcu zająć jest 16 bitowym programem. Potrzebuję odpowiedniego systemu, który pozwoli ją zainstalować.

Ciekawe który lepiej sobie poradzi.

Premiera czwartego wydania Kiedyś się grało już za 9 dni, 27 sierpnia.

EDIT @ 22:00
Okazuje się że żaden nie dał sobie rady z moim tytułem. Xpek nie chciał uruchomić instalatora, a 98 ma ogromne problemy z wydajnością i grafiką. Wygrzebałem z Internet Archive kopię najgłupszego Windowsa świata który... bez problemu radzi sobie z produkcją z mojej góry wstydu. Oj... Dzieje się!


Hazardzista
napisany: 08.08.2020 · 11:24 · dodał: chaos · komentarze: 7
A ten ciągle o RDR2. To już jest 20 stopień uzależnienia. 😲

Ale co tam.

Zostawię tylko filmik będący zwieńczeniem mojego całonocnego trudu.



Dobranoc.
Luźne przemyślenia
napisany: 08.06.2020 · 13:06 · dodał: chaos · komentarze: 3
Tekst zawiera spojlery z RED DEAD REDEMPTION 1 i 2, GTA IV a także luźne przemyślenia związane z tymi tytułami. Jeżeli nie ograłeś tych gier to nalegam, żebyś dalej nie czytał.

Zafascynowany scenariuszem, mechaniką a przede wszystkim magią RED DEAD REDEMPTION II, postanowiłem porzucić ciepły pecetowy kurwidołek i kupiłem sobie PlayStation. Nigdy nie podejrzewałem że podejmę z pozoru tak ważną decyzję w moim życiu.

Z zamiarem zakupu konsoli nosiłem się już od 2007 roku, kiedy zafascynowany byłem pojawiającymi się jak mlecze po deszczu screenshotami i trailerami Grand Theft Auto IV. Jednak moja druga półkula mózgowa mówiła, że kupowanie sprzętu za ciężko osiągalne wtedy pieniądze tylko dla jednej gry było conajmniej bez sensu. I miała racje, bo gracz był ze mnie prawie żaden. Sześć lat później PS3 miałem już w zasięgu wzroku, ręki i portfela. To właśnie we wrześniu pojawiła się na rynku GRAND THEFT AUTO V która to gra wyciskała z bebechów konsoli ostatnie tchnienia. A i moja growa kupka wstydu urosła do kilkunastu pozycji (poniekąd związane to było z przerwą od jakiegokolwiek gamingu). Przed zakupem tym razem powstrzymała mnie umiejętność obsługi kontrolera. A raczej jej brak. Przyzwyczajony do klasycznego grania na kompie nie potrafiłem skumać do czego służą te wszystkie guziki na padzie oraz jak do cholery ma tylko tyle ich wystarczyć. Przecież do grania w GTAIV używało się większej ilości klawiszy na klawiaturze. Próbowałem poćwiczyć obsługę pada grając na PC. Z marnym skutkiem. Nie potrafiłem za nic się do tego przekonać. W ostateczności porzuciłem swój pomysł zakupu konsoli, zrobiłem sobie jeszcze dłuższą przerwę od grania która trwała do premiery GTA V na PC. Oczywiście wymęczyłem piątkę na komputerze który ledwo ciągnął czwórkę.



Za bardzo się rozpisałem o przeszłości. Wracając do sedna sprawy, kupiłem sobie PlayStation 3. W sumie to bardziej przez przypadek niż celowo, ale koniec końców czarna skrzynka zawitała w moim pokoju. Akurat byłem po skończonej fabule RED DEAD REDEMPTION II i męczyłem się ze zleceniami polowań i zbieractwem orchidei. Prawdziwy czyściec lub... odkupienie? Scenariusz RDR2 rozwalił mnie na kawałki. Nie sądziłem, że gra może być tak fascynująca i poruszająca zarazem. Brakowało mi zamknięcia rozpoczętych niektórych wątków. I wtedy z mojej growej kupki wstydu spojrzał na mnie John Marston z pudełka zatytułowanego RED DEAD REDEMPTION. Stwierdziłem że dwójka musi się zakończyć tu i teraz, przy marnych 95% ukończenia. Koniec epoki smażenia laptopa z Media Markt.

Nie zamierzam porównywać obu tych tytułów pod względem technicznym. To tak jak by patrzeć na nowy model samochodu z hybrydowym silnikiem i porównywać go ze starszą generacją z wolnossącym silnikiem benzynowym. Wspomnieć mogę tylko że obie gry powoli się rozkręcają gdy nagle BOOM! i znajdujesz się w punkcie bez odwrotu i już musisz iść dalej. W obu rozwala się niezliczoną liczbę przeciwników. Obie mają ogromny teren rozgrywki (jedynka mniejszy z powodu ograniczeń technologicznych). Obie mają wciągający scenariusz. No i ta muzyka idealnie dopasowująca się do klimatu i sytuacji. W dwójce zabrakło tylko systemu SŁAWY, został tylko HONOR. To taki drobny smaczek.



Tyle że dalej byłem bardziej jak Rob Wiethoff* zamiast jak John Marston. Nie potrafiłem opanować pada. Miałem obawy, ale spróbowałem. Na początku oczywiście był dramat łączony z groteską. Co chwilę myliłem przyciski i w momencie kiedy miałem strzelać, John wyciągał lasso. Pojedynków rewolwerowców dalej nie rozkminiłem, a chwać się za osłonami nauczyłem się dopiero na wycieczce w Meksyku. Mimo to dzięki świetnie poprowadzonej fabule z misji na misję szło mi coraz lepiej. Aż dotarłem do samego końca i rozbiłem główny wątek gry. Przynajmniej tak mi się wydaje.

Tak samo jak w GTAIV poruszona została kwestia moralności. W pewnym momencie, w ostatnich misjach scenariusza gra stopuje na chwile i skłania ku refleksji przy jednej kluczowej postaci. W GTAIV które było produkowane równolegle z RDR, w pewnym momencie pojawił się Darko (That Special Someone). Facet, który zdradził Niko za tysiąc dolców i zostawił na pewną śmierć. W scenariuszu wcześniej był wspominany, ale nie odgrywał żadnej roli w misjach. Gracz miał dokonać wyboru: kropnąć faceta czy puścić przeszłość w zapomnienie. Było to z jednej strony groteskowe, bowiem wcześniej Niko zlikwidował mnóstwo postaci, ale i kluczowe, zwłaszcza kiedy Darko wyjechał z tekstem "ile ty bierzesz za zabicie kogoś" (How much do you charge to kill someone?"). No kogo jak kogo, ale mnie to poruszyło i sumienie kazało się zastanowić nad kilkoma wyborami jakie dokonały się w grze. W RED DEAD REDEMPTION zwrotem akcji jest Dutch van der Linde. Gracz poznaje go wcześniej w wielu dialogach gdzie przedstawiony jest jako zły, który kiedyś był tym dobrym. Ale szajba mu w pewnym momencie odbiła i zaczął popełniać błędy, dodatkowo zabijać bez powodu, np. podczas napadu w Blackwater który to wątek rozpoczyna RDR2. Ogrywając najpierw dwójkę, której akcja rozgrywa się przed wydarzeniami z jedynki, doskonale poznałem jegomościa. Nie powiem, że przemiana Dutcha mnie nie poruszyła. Byłem wściekły kiedy przez niego uszedłem ledwo z życiem podczas ucieczki po nieudanym napadzie w Saint Denis, by potem wylądować na jakimś egzotycznym zadupiu. Późniejsze wydarzenia pokazały, że to do czego dążyłem przez tyle tygodni jako gracz jest tylko obłudą, a facet jest chciwym staruchem z niewyparzoną gębą i bez planu. W RDR gościa nie ma od początku gry. Pojawia się dopiero po meksykańskiej rewolucji i w przeciwieństwie do Darko z GTAIV występuje w kilku misjach. Nie jest pokazany jako dobry ojciec, który nauczył czytać, pisać i żyć na nowo garstkę sierot tylko jako bezwzględny psychopata, zmora z przeszłości. Zwłaszcza podczas napadu na bank w Blackwater kiedy bez skrupułów wspomina o przeszłości gangu, oczywiście w tym negatywnym świetle, po czym z zimną krwią zabija zakładniczkę strzelając jej w głowę (w identyczny sposób prawdopodobnie ginie Heidi McCourt podczas napadu w Blackwater w 1899). Późniejsze wydarzenia pokazują jego głęboką paranoję i pozostawiają jeszcze więcej pytań niż odpowiedzi. Nie mogę ogarnąć jak można upaść tak nisko



Rockstar Games zafundował mi nie lada przygodę. Zarówno pierwsza jak i druga część RDR nie jest jedynie zwykłą strzelanką z jakąś tam fabułą. To jakaś immersja. Obie gry dosłownie mnie połknęły i przez kilka tygodni walczyłem broniąc swoich racji jako Artur Morgan, a później przemierzając pustkowia świadczyłem swoje przysługi jako John, by w końcu poznać prawdę i rozliczyć się z przeszłością. Przez kilka miesięcy miałem na głowie masę dodatkowych problemów, jakby tych z realu było mi mało... Mało tego, po ukończeniu RDR aż chce mi się powrócić do RDR2, które przecież niedawno rozbiłem.
Tyle że wciąż nie znalazłem odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie. Może mi czytelniku w tym pomożesz? Warto kupić PS4 w celu ogrania RDR2 czy poczekać na PS5 i liczyć na to, że gra zadziała w ramach wstecznej kompatybilności lub zostanie wydana dedykowana wersja?



O nie, chyba stałem się częścią tego świata. Mój psychoterapeuta będzie miał co robić... ;)

*Rob we wspominkach na 10lecie RDR wspomniał, że nie ogarniał konstrukcji pada do konsoli
Throwback Thursday
napisany: 27.05.2020 · 18:14 · dodał: chaos · komentarze: 3
A dzisiaj przecież środa! 🙃

Okazało się, że dwa blogi to za mało na moje wylewne posty. Od jutra przejmuję całą sieć GTATHEGAME i zmieniam nazwę na 🏝The Malibu Club.

A na poważnie.

Od jutra rozpoczynamy nowy cykl na łamach naszego wortalu pt. Kiedyś się grało. Będziemy przypominać gry które utkwiły w naszej pamięci lub te których premiera wywołała na rynku popłoch i zamieszanie. Chaos i zniszczenie. Śmiech i łzy. Ponieważ o GTA napisaliśmy już (prawie) wszystko, skupimy się na innych tytułach. Niektórzy zauważyli juz o czym napiszemy jutro. 🤫 Zaplanowałem cykliczne wydania co cztery tygodnie, w ostatni czwartek miesiąca. Co z tego wyjdzie? Chwała czy chała? Okaże się za kwartał, bo tyle na razie mam materiału.

Piszę to w liczbie mnogiej, ale sdr jeszcze nie wie, w co go właśnie ubrałem. 🤪

Do zobaczenia jutro.

Edit (@jutro): KLIK!
EFLC Multiplayer Flashback
napisany: 29.04.2020 · 06:44 · dodał: chaos · komentarze: 3
W multi jak w życiu. Wszystkie złe uczynki wracają do ciebie. Tym razem klip zmontowany z kilku innych filmów autorstwa @k5 i @sdr. Pozwoliłem sobie na ten zabieg, bo jestem na tym filmie, a mój klip gdzieś zaginął. Taka sytuacja.



Oryginały do zobaczenia tu i tutaj.

Co za wybuchowy poranek.

Wiecie, że GTA IV ma już 12 lat? I jest bardziej martwe niż kiedykolwiek.
Keep Your Friends Close
napisany: 21.04.2020 · 18:22 · dodał: chaos · komentarze: 0
Byłem to winien.
Byłem to winien tej bandzie programistów z Rockstar Games, a przede wszystkim sobie.

Dzisiaj po ponad 6 latach od instalacji, 7 latach od premiery na urządzeniach mobilnych i prawie 17 latach od pierwszego wejrzenia, ponownie doszedłem do finałowej misji w Vice City. Tym razem na moim wysłużonym iPhone 5S. Nie było łatwo.

Enjoy the moment.

IV Multi Flashback
napisany: 17.04.2020 · 12:12 · dodał: chaos · komentarze: 7
GTA IV DM Flashback

Pytanie za 200 punktów

Jak nazywa się miejscówka przedstawiona w klipie powyżej?
A Colony Island
B Charge Island
C Happiness Island
D Little Haiti

Która była lepsza?
Latałem przez rondo zanim to było modne
napisany: 14.04.2020 · 11:52 · dodał: chaos · komentarze: 5
Zapewne widzieliście już latającego Swifta.

Chcę wam tylko powiedzieć, że dotarłem do tego faceta i zanim go wyciągnęli zapytalem co go to tego zainspirowało. Zszokowała mnie jego odpowiedź. Wbrew powszechnej opinii nie pokłócił się z żoną (podobno to jej samochód). Facet po prostu naooglądał się tego:

KLIK!

HOPA!


Pozdrawiam serdecznie. Zgadnijcie co za @Ronin zaliczył dachowanie fair play? 😂
GTA Style
napisany: 06.04.2020 · 19:27 · dodał: chaos · komentarze: 2
W klimacie niezapomnianej jedynki. To były czasy kiedy jadaliśmy się pikselami na które patrzyliśmy z góry. Teraz UHD z HDR i RT nie wystarcza...



Zgadnijcie co wydarzyło się po cyknięciu tego shota.
Mokre gacie
napisany: 28.03.2020 · 13:20 · dodał: chaos · komentarze: 2
Braterstwo do ostatniej kropli. Lub zmoczonych spodni.
Sobota bez gifa to nie sobota.
Jednego nie poprawili w nowej edycji GTA IV. Członkowie The Lost dalej są debilami.

MOKRE GACIE


Klik w obrazek odtworzy dźwięki.

Jak będę miał czas to za tydzień wrzucę kolejny klip, który jest zgodny z moim małomiasteczkowym poczuciem humoru.
Legenda
napisany: 21.03.2020 · 18:21 · dodał: chaos · komentarze: 4
KICI KICI

Numer z perspektywą FPP który porzuciłem w shoutboxie tak mi się spodobał, że postanowiłem go skserować. Klik na gifa otworzy dźwięk.

Legenda jest moja.
Ale się nabiegałem!
napisany: 02.03.2020 · 19:00 · dodał: chaos · komentarze: 1
Postanowiłem zrobić sobie wolne od Dutcha który zachowuje się ostatnio jakby wszystkie rozumy pozjadał. Mój urlop polegał na podróży po wszystkich stanach, a przy okazji szukaniu kolejnych skarbów i wyzwań. Na swojej drodze spotkałem kilku kaznodziei, szamana, dwóch pierdołowatych braci których omal nie zabiłem, weterana wojennego, a także przesympatyczną Charlotte. Podczas moich długich wypraw potańczyłem z wilkami, zapolowałem na legendarnego bobra oraz postanowiłem wykorzystać mój wysoki poziom honoru by zabawić się z niedźwiedziem. Było fajnie, ale obsrałem swoje najnowsze spodnie kupione w Saint Denis.

Polecam puścić taśmę w rytm podkładu z serialu Masza i Niedźwiedź. Z wiadomych przyczyn nie mogłem tego wkleić do filmu.

Strzelić w płuco
napisany: 27.02.2020 · 11:49 · dodał: chaos · komentarze: 2
Definicja wg słownika miejskiego:
Zapalić papierosa.

Definicja wg Red Dead Redemption II
Strzelić w płuco.

KULKA
Il buono
napisany: 24.02.2020 · 22:01 · dodał: chaos · komentarze: 6




Zostałem tym dobrym. Cokolwiek to znaczy.

A później wyczochrałem sobie bobra.

Epilog
napisany: 12.01.2020 · 18:55 · dodał: chaos · komentarze: 3
Ten post jest kontynuacją trzech poprzednich wpisów. Jeżeli nie jesteś na bieżąco przewiń stronę w dół. Jeżeli wiesz o co chodzi możesz czytać dalej.

To zarazem zamknięcie tygodnia z Red Dead Redemption II na starym komputerze i chwila refleksji nie tylko nad sensem tych wszystkich działań.

Dopiąłem swego. Zagrałem w Red Dead Redemption II na komputerze z 2012 roku. Po blisko 100 godzinach, wielu nerwach i kombinacjach, zacząłem wreszcie czerpać radość z grania. Byłem zachwycony. Cofnąłem się technologicznie w czasie o 8, a mentalnie o 15 lat. Wystarczyło trochę pogrzebać i okazało się, że RDRII działa na komputerze do tego nieprzeznaczonym. To pokazuje wysoki poziom skopania optymalizacji. Napisałem o tym do Supportu Rockstar, gdzie mnie już znają, bo od listopada założyłem kilkanaście ticketów w związku z błędami i nieprawidłowym działaniem gry. Za każdym razem w odpowiedzi zwrotnej dowiadywałem się, że jest im przykro z powodu niedogodności na jakie natrafiam i zespół ciężko pracuje nad ich wyeliminowaniem, z każdą aktualizacją wrzucając nowe błędy. Oczywiście niedoskonałości takie jak błąd aktywacji czy błąd "err_gfx_state" rozwiązałem sobie sam i wysłałem odpowiednie informacje jak to zrobiłem na Support żeby im trochę pomóc. Zostałem mimowolnie i nieoficjalnie betatesterem. A tak się śmiałem z posiadaczy konsol, że to oni testowali tytuł przez ostatni rok. Na moje zgłoszenie pojawiła się odpowiedź z podziwem mojej wytrwałości i samozaparcia. Nie zabrakło oczywiście linku do artykułu z wymaganiami sprzętowymi gry, a także do artykułu z rozwiązaniami popularnych problemów. Piotr z R* napisał mi także, żebym przestał już kombinować, a ticket został automatycznie zamknięty, co oznacza żebym po prostu przestał im zawracać dupę. Sztywny jakby miał kij w... dupie. Mimo wszystko czuję, że coś im udowodniłem.

To że kompletnie zjebali tak ambitną i ogromną produkcję na PC. Gra nie powtórzy sukcesu GTAV, a najgorsze w tym wszystkim jest to, że ludzie szybko zapomną o błędach i niedoskonałościach, jak i całej grze. Za parę lat wyląduje ona na śmietniku historii jak równie ambitne L.A. Noire, GTAIV czy Max Payne 3. Większość graczy będzie ogrywać #Online w GTA VI, a Take2 będzie liczyć hajs z mikrotransakcji oraz kolejnych milionów sprzedanych kopii. Wydaje mi się, że na ambitne i bogate fabularnie produkcje growe po prostu zaczyna brakować na rynku miejsca. A może ja jestem jakiś dziwny i moje oczekiwania odstają od większości graczy? Trochę to smutne.

Sprawdziłem też działanie Egpu w najtańszej możliwej opcji. Gdybym dysponował sprzętem z wejściem Thunderbolt, chyba nie pokusiłbym się o sprawdzenie droższego wariantu przystawki. Dlaczego? Komputery przenośne z portem Thunderbolt w większości przypadków mają konkretną dedykowaną grafikę, więc zabawa w doczepianie karty ze stacjonarki była by bardziej bez sensu niż ten tekst. Podejrzewam też, że dużo lepszego wyniku w odniesieniu do moich badań bym nie uzyskał. To prawda. Relatywnie słaba przepustowość oraz odstraszająca cena przystawek to największe wady egpu.

Pozostało mi jeszcze odpowiedzieć sobie na jedno ważne, ale to zajebiście ważne pytanie. Gdzie mogę kupić konsolę w dobrej cenie? I czy opłaca się to robić?

EDIT: Jakoś tu łyso tu bez filmiku.


EDIT2: Nie mogło zabraknąć spektakularnego finału (spoiler alert)
Nie ma takiej rury na świecie...
napisany: 10.01.2020 · 21:09 · dodał: chaos · komentarze: 2
Ten post jest kontynuacją dwóch poprzednich. Jeżeli nie jesteś na bieżąco przewiń stronę. Jeśli wiesz o co chodzi możesz czytać dalej.

Rozdział czwarty

Przez cały kolejny dzień dokuczał mi ból głowy spowodowany niewyspaniem i czymś w rodzaju wewnętrznej złości. Siedziałem do nocy w zasadzie po nic. Zacząłem się poważnie zastanawiać nad sensem posiadania dostawki egpu i szukać promocji na PlayStation. Miałem wrażenie, że to co wczoraj robiłem było kompletnie bez sensu. Wczorajsza porażka nie dawała mi jednak spokoju i zacząłem szukać solucji na niedziałające sterowniki do mojej karty w internecie. Przejrzałem kilka stron i forów, polsko, angielsko a nawet chińskojęzycznych i dowiedziałem się, że jednym to działa a drugim nie. Na jednym z azjatyckich forów natrafiłem na pliczek podmieniający wartość w jakimś kluczu rejestru systemu, tak że wszystkie sterowniki są rozpoznawalne prawidłowo. Postanowiłem pobawić się raz jeszcze. Po czterech następnych próbach w postaci kasowania i instancji najnowszych driverów, wgraniu podejrzanego patcha, karta wciąż nie działała jak trzeba. Zrestartowałem komputer i zacząłem grzebać w BIOSie (w tym modelu ThinkPada BIOS jest staroświecki). Znalazłem tam ustawienie określające z jaką prędkością ma działać złącze Card Express, czyli to do którego wpiąłem kartę. Zmieniłem na Gen1 czyli najniższą z możliwych i zrobiłem ostatni reset. Karta graficzna zadziałała. Wielka chwila - uruchamiam ponownie Red Dead Redemption II. Zaczynam od najniższych ustawień. Wczytywanie trwało dłużej niż ostatnio. Przeleciały nawet wszystkie obrazki, a gra wczytywała się dalej. Nagle, niczym diabeł z piekła, pojawił się on - Arthur Morgan na koniu. Zadanie wykonane.


Cytat:
Pięknie to nie jest, ale gramy!



Uruchomiłem grę na sprzęcie do niej nieprzeznaczonym. Szybki rzut oka na benchmark i okazuje się że gra nie wykorzystuje w pełni zasobów pamięci RAM i VRAM, ale za to zegary procesora głównego i graficznego dobijają do maksymalnych wartości. Wcale mnie to nie dziwi, bo gra wymaga minimalnie czterordzeniowego I czterowątkiwego Intel Core i5-2500K z (6M Cache, z turbo do 3.70 GHz), a ja gram na dwurdzeniowym I czterowątkowym Intel Core i5-3320M (3M Cache, turbo do 3.30 GHz) - tu porównanie procesorów. W dodatku nie mogę odblokować technologii Speedstep, która sprawiłaby że moglbym ustawić mój procek na cały czas w trybie turbo. Wracając do gry pokręciłem się trochę po lesie i wjechałem do Rhodes żeby gra wyrenderowała trochę więcej NPCów i podniosła temperatury na podzespołach. Wynik jaki osiągnąłem to 9 - 16 klatek na sekundę. Średnio jest 12. Nie pozwala to na komfortowe granie, ale pozwala grać w ogóle.


Cytat:
Pierwsze ścinki w Rhodes. A myślałem że tam wieszają ;)

Wróciłem do grzebania w ustawieniach. Zaimportowałem plik z komputera na którym gra działa w miarę fajnie i uruchomiłem grę będąc ciekawy co się stanie. Gra ponownie się uruchomiła, bylo nieznacznie płynniej dzięki skalowaniu rozdzielczości. Wyniki min 11, max 20. Jasne, mógłbym ustawić w pliku wszystko poniżej minimalnych wartości co zaowocowało by pewnie 30 klatkami na sekundę, ale gra wyglądała by tak:


Co jest zupełnie bez sensu.

Przerobiłem jeszcze dwie opcje ustawień, ale nie udało mi się przebić 20 kl/s.



Wróciłem jeszcze do grzebania. W Biosie ustawiłem na procku wirtualizację i HyperThreading i jakimś cudem odblokowałem pełną przepustowość portu ExpressCard w moim laptopie, który płynął teraz na poziomie 2Gbit/s wobec 112 Gbit/s jakie oferuje testowany egzemplarz karty graficznej. Podłubałem w panelu sterowania NVIDIA gdzie ustawiłem wszystkie możliwe opcje na wydajność oraz tryb zarządzania energią na maksymalną wydajność. Po tych zabiegach postanowiłem uruchomić grę raz jeszcze. Oto co się wydarzyło:

Cytat:
Gra na ustawieniach z mojego domyślnego komputera. Wynik 30 klatek został przebity są 34.



Cytat:
Delikatne spadki podczas rozgrywki. Nie udało mi się zejść poniżej 20.


Rozdział piąty: Radosny, energiczny chłopiec

Uświadomiłem sobie jaki jestem małomiasteczkowy. Uruchomienie gry na najniższych ustawieniach graficznych w rozdzielczości HD sprawiło mi ogromną radochę. Przecież gry w standardzie HD modne były w 2012 roku, czyli wtedy kiedy wyprodukowany został mój komputer który do grania się nie bardzo nadawał. Dzisiaj jest modne FHD, QHD nawet UHD. Strasznie byłem ciekawy, co by się stało gdybym uruchomił grę na telewizorze. Aby to sprawdzić udałem się do swojego magazynu rzeczy tymczasowo nieużywanych (piwnicy) i po kilkunastu minutach walki z lecącymi na głowę gratami miałem w rękach swój stary telewizor. Podłączyłem wszystkie podzespoły do siebie, a kartę do tv. Wszystko wyglądało bardziej niedorzecznie niż poprzednio. Mając nieco obaw o działanie gry, podkręciłem nieco taktowanie zegara procesora karty graficznej o 50 w górę, a pamięci o 1000 MHz - stwierdziłem że nie będę się pierdolił w tańcu. Zmieniłem rozdzielczość ekranu w pliku ustawień, przy okazji ustawiając wszystko na Medium. Uruchomiłem grę, a po tym co zobaczyłem, zaniemówiłem.

Dopiero wtedy do mnie dotarło ile straciłem grając na najniższych ustawieniach graficznych. Gra jest tak piękna, świat tak szczegółowy i otwarty, że aż dosłownie mi stanął. Tym bardziej byłem pełen podziwu dla sprzętu który wyciągał ostatnie swoje megaherce żeby narysować mi tak oszałamiające widoki. Oczywiście widać gdzieniegdzie tekstury w niskiej rozdzielczości I gra dziala "tylko" 25 klatkach na sekundę. Na 8 letnim laptopie, który tydzień wcześniej ledwie odpalał GTAIV. Idąc za ciosem zwiększyłem tekstury na poziom High, a żeby utrudnić sobie zadanie dodatkowo włączyłem Tryb Gry wraz z paskiem i ujęciami. Szybki reset gry, mozolne wczytywanie się i jest. Jeszcze ładniej!

Cytat:
Lubię jeździć i strzelać. Czy to gra dla mnie?


Pokręciłem się trochę po okolicy osiągając 16 - 20 FPS. Zrobiłem sobie randoma i uwolniłem damę porwaną przez jakiegoś szubrawca. Żeby było trudniej, włączyłem wtedy nagrywanie klipu z gry. Klatkowanie spadło do 15 i zacząłem odczuwać że dwurdzeniowy procesor przestaje się wyrabiać. Dlatego też nie pokażę nagranego filmiku bo trochę się pogubiłem podczas ścinek. Następnie znalazłem się na bagnach Bluewater Marsh i zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Tekstur w lowresie było coraz więcej, a żeby było śmieszniej procek nie nadążał z renderowaniem modeli, przez co ten facet poniżej wygląda komicznie. Zupełnie jak w teledysku Gangnam Style.

Najlepsze jednak było przede mną. Zjechałem z pomostu aby przepuścić przejeżdżający dyliżans i wpadłem w bagno. Do tego stopnia, że nie mogłem się z niego wydostać.

Dawno się tak nie uśmiałem. Po wykonaniu ultraskomplikowanych salt, przewrotów i figur wylądowałem na pomoście. Odkryłem wtedy, że gra przestała reagować na otwarcie menu, mapy czy trybu fotograficznego. Procesor mimo niewielkiej temperatury pracował pod pełnym obciążeniem, a grafika ledwie na 54%. Wystarczyło żeby stwierdzić, że tym razem przedobrzyłem. Na szczęście obyło się bez dymu.
Przywróciłem domyślne zegary karty i uruchomiłem grę na najniższych możliwych ustawieniach. Zobaczyłem brzydką jak noc noc i jeszcze brzydszego Arthura. Przejrzałem na oczy. Granie na ustawieniach Low już nie będzie takie samo. Szybko wróciłem do średnich ustawień na wszystko. Pokręciłem się po okolicy, ale komputer dostawał niesamowitej zadyszki kiedy w okolicy pojawiała się woda. A kiedy wróciłem na bagna żeby wywołać błąd spadania ponownie, gra się zawieszała. Nawet chciałem być dobry i uratowałem kolejną kobietę, ale instynkt złodzieja okazał się silniejszy. Polecam zwiekszyć głośność przed kliknięciem Play.


Niemożliwe załatwiam od ręki
napisany: 08.01.2020 · 14:53 · dodał: chaos · komentarze: 2
Ten post jest kontynuacją poprzedniego wpisu. Jeżeli nie jesteś na bieżąco, przewiń stronę w dół. Jeżeli wiesz o co chodzi, możesz czytać dalej.

Rozdział drugi

Postawiłem sobie za cel uruchomić Red Dead Redemption II na komputerze z doczepioną grafiką, niespełniającym minimalnych wymagań sprzętowych gry w celu przeprowadzenia kontroli jakości naprawy karty graficznej. Wynik do osiągnięcia: 30 klatek na sekundę. Zupełnie mi odbiło. Wszystko wydawało się takie proste w teorii, w praktyce zacząłem mieć pewne obawy, że to co robię jest bez sensu. Otóż nie. Jeżeli gra się uruchomi na sprzęcie dwie generacje poniżej minimalnych wymagań podanych przez producenta plus będzie płynnie działać, oznaczać to będzie, że optymalizacja tytułu leży bardziej niż się wszystkim wydaje i Strauss Zelnick powinien wiedzieć, że zerwanie z tradycją przesuwania premier gier niesie za sobą straty wyrażone w dziesiątkach milionów dolarów i wlepkę "Rockstar Games - ambitni, ale do kitu". Moim pocieszeniem było, że w teście notebookcheck facet wyciągnął na tej samej karcie graficznej 75 FPS na najniższych ustawieniach, natomiast dodatkowym zmartwieniem fakt, że jego komputer był napędzany Intel Core i7-7700HQ i 8GB RAM DDR4.


Cytat:
Chryste Panie, ile kabli!


Tak jak wspomniałem wcześniej, podłączenie chińskiego gadżetu i karty nie było specjalnie skomplikowane. Schody zaczęły się w momencie konfiguracji sprzętu. System Windows wybrał i zainstalował sobie najlepsze sterowniki, które... nie działały. Karta była wykryta w menedżerze urządzeń poprawnie, ale została wyłączona ze względu na wystąpienie błędu 43. Wina leżała tylko po stronie oprogramowania. Wróciłem się do internetu i dowiedziałem się, że z chińskimi przystawkami dogadują się tylko sterowniki wydane do daty produkcji danego modelu chińczyka, czyli w moim przypadku do listopada 2017. Ktoś gdzieś napisał jeszcze, że warto sprawdzić wersję 368.71 z lipca 2016 bo u niego działa. Pobrałem sobie kilka wersji i zacząłem testować. Usunąłem stare najlepsze sterowniki i próbowałem zainstalować najstarsze. I pojawił się pierwszy zonk. Instalator nie mógł odnaleźć sprzętu graficznego w komputerze. Co? Że jak? Szybko znalazłem winowajcę, w postaci poluzowanej wtyczki w gnieździe express. Poprawiłem mocowanie, szybki reset systemu (karta nie działa na zasadzie Plug&Play, szajs), druga próba instalacji innych sterowników i...

Poszedłem zrobić sobie herbaty.

Po dłuższej niż ostatnio chwili sterowniki zainstalowały się, natomiast dalej system wyłączał kartę. Pogrzebałem w dzienniku zdarzeń i na jaw wyszło, że karta wpada w konflikt z Oracle Virtual Box. Co jedno z drugim ma wspólnego to nie wiem. Wywaliłem vboxa i stare sterowniki i zacząłem instalację po raz trzeci.

W międzyczasie mogłem już wyjąć torebkę herbaty. W przeciwieństwie do roku 2017 kiedy ostatnio na łamach GTG robiłem sobie herbatę - już nie słodzę.

Tym razem instalacja sterowników się nie powiodła z powodu, że został już zainstalowany nowszy sterownik. Co? No tak, Windows zdążył zainstalować swoje, lepsze. Grrr... Poszedłem w internet i wróciłem z aplikacją Display Driver Uninstaller, w skrócie DDU, która nie dość że usunęła mi wszystkie stery to jeszcze z automatu powiedziała Windowsowi że jest debilem i ma niczego sam nie instalować. No bajka. Więc puściłem instalację sterowników po raz czwarty.

Great Success. Karta działa. Była godzina 23:45 a zacząłem zabawę o 20. Zanim RDR2 zdąży się pobrać (o tej godzinie miałem pobranych 100 z 115GB) postanowiłem przetestować Egpu na prawilnym GTAIV, tym z oryginalnym Vladivostok FM, które miałem zainstalowane na dysku. Odpalam i cyk. Gra uruchomiła się w trybie awaryjnym. Ustawienia graficzne powiedziały mi, że mam do dyspozycji 2MB pamięci vram. Szybki hax w commandline rozwiązał sprawę. Ustawiłem wszystko na Very High i wczytałem grę. Punktem odniesienia w przypadku GTAIV jest 20 kl/s jakie osiągnąłem grając na najniższych ustawieniach i paląc zintegrowaną grafikę Intel HD4000. Gra działała sobie w 20 do 30 klatek, jednak co jakiś czas występowały chwilowe spadki do 9. Temperatura karty 53 stopnie. Wentylatory nie zdążyły się zakręcić. Wynik dobry, ale dupy nie urywa. Skoro fatalnie zoptymalizowany 12 letni tytuł działa poniżej oczekiwań to jak zadziała najnowszy fatalnie zoptymalizowany tytuł? Na to zajebiście ważne pytanie miałem sobie odpowiedzieć dzień później.


Cytat:
Taksówka czeka. Cholera, mogłem wziąć ubera...


Rozdział trzeci: Na cuda trzeba trochę poczekać

Zamiast położyć się spać i zapomnieć na chwilę o swoich problemach postanowiłem jeszcze zostać. Oto bowiem po wielu godzinach, punktualnie o 1:04 pobrało się Red Dead Redemption II. Pomyślałem sobie, że spróbuję to uruchomić i pójdę spać. Szybko okazało się, że nie powinienem tego robić.

Gra wybrała sobie API (platformę renderującą) Vulkan. Zanim się załadowało intro, przez 10 minut oglądałem sobie czarny ekran. Po tym zobaczyłem jedynie fragment obrazu, bo gra uruchomiła się w rozdzielczości 1920x1080 na ekranie 1366x768 i po intrze wywaliło mnie do pulpitu. Do kaprysów RDR2 jestem przyzwyczajony. Gra dała mi mocno w kość w dniu premiery, trochę mniej dzień później i kilka kopów w dupę przez kilkanaście następnych dni. Dzięki niej zwiększyłem swoją wytrzymałość do poziomu 8 i cierpliwość do 7 z 8. Pogrzebałem w pliku ustawień gry, zmieniłem ręcznie Vulkana na DirectX12, dodałem kilka haxów w linii poleceń startu i ponownie uruchomiłem grę. Tym razem ładowanie poszło nieco krócej, proces aktywacji o dziwo przeszedł pomyślnie i doszedłem do menu głównego. Trzepnąłem na Tryb Fabularny i oglądałem sobie plansze wczytywania gry. Przez pięć kolejnych minut. Kiedy gra miała się już załadować, zrzuciło mnie ponownie do pulpitu. Wróciłem do pliku ustawień żeby dowiedzieć się co jest grane (teoretycznie powinienem to wyczytać z logu, ale jest tam masa nikomu niepotrzebnych głupich informacji diagnostycznych) i okazało się, że gra z automatu ustawiła sobie wszystko na Ultra. A myślałem, że to ja wyruszyłem na polowanie na niedźwiedzia uzbrojony tylko w toporek.


Cytat:
No to co? Palimy po scalaku?


Zmieniłem wszystko na Medium, zablokowałem ustawienia zaawansowane i ponownie uruchomiłem grę. Po pięciu minutach znowu byłem na pulpicie. Zmieniłem ustawienia na najniższe. Pięć kolejnych minut minęło i znowu pulpit. Z doświadczenia znałem jeszcze jeden motyw, aby uruchomić grę jako administrator, ale to też nie pomogło. Było już po godzinie drugiej, a ja zamiast spać siedziałem przy komputerze. Zdecydowanie znowu byłem nastolatkiem. Zasypiając uświadomiłem sobie, że gra do działania wymaga najnowszych sterowników, które nie działają z moją przystawką. To było przyczyną zrzutów na pulpit. Dziękuję za stracony czas. Dobranoc.
Chaos w krainie czarów
napisany: 06.01.2020 · 16:35 · dodał: chaos · komentarze: 2
Opowieść którą zaraz przeczytacie jest o niesamowicie upartym i zawziętym człowieku, który wziął sobie na celownik jednego z największych producentów gier na świecie. Facet, który musiał zostać mimowolnie betatesterem tylko po to, aby mógł dowieść swojej racji. Żeby nie była zbyt nudna, została podzielona na kilka rozdziałów.

Prawie osiem lat temu próbowałem pograć sobie w GTAIV na karcie graficznej kupionej za 20 złotych. Wyciągałem ostatnie moce obliczeniowe z procesorów ze skutkiem, który mam nadzieję pamiętacie. Kilka lat później, w 2017 postanowiłem pograć sobie w Grand Theft Auto V na tablecie MyTab z Biedry. Efekt końcowy przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Opisywałem wtedy ciekawostkę jakim było ówcześnie stremowanie gier, co dzisiaj jest rzeczywistością (np. Google Stadia). Ten rok rozpocząłem równie hucznie i odważnie jak Bolec przyjmujący gangsterów z wybrzeża w filmie Chłopaki nie Płaczą. Wiecie, że od premiery minie w lutym już 20 lat?



Ale po kolei.

Kiedy swoją premierę miała największa i najambitniejsza produkcja Rockstar Games - Red Dead Redemption II, zazdrościłem wszystkim moim kolegom, którzy grali na konsolach i zachwycali się (lub nie) zajebistością tej gry. Marzyłem o premierze na PC, a z miesiąca na miesiąc pojawiało się coraz więcej przesłanek, że edycja PC po prostu będzie. Wtem w październiku 2019 świat obiegła informacja, że RDR II zawita na komputery niecały miesiąc później. Poczułem ukłucie w sercu i motyle w brzuchu. Jednakże specjalnie się nie przygotowywałem na premierę gry, którą natychmiast po ogłoszeniu zamówiłem. Ot, wymieniłem dysk w laptopie na większy i kabel od podkładki chłodzącej. Okazało się, że to dużo za mało jak na mój "prawie marketowy" Lenovo z Intel Core i5 8250U, 20 GB RAM i grafiką NVIDIA GeForce MX150 2GB (spadkobierca 950M które jarały się na potęgę w 2015 po premierze Wiedźmina 3). W dodatku nikt nie przypuszczał, że po mega dobrej optymalizacji GTA V, Rockstar wypuści fatalnie niedopracowane i pełne błędów RDR II. Więc po licznych kombinacjach i dwóch dniach grzebania w pliku ustawień gram sobie w niestabilnych 30 klatkach na ustawieniach nisko - średnich.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Zacząłem szukać rozwiązania, które pozwoliłoby mi cieszyć się w pełni z ostatniej produkcji Rockstar. Normalny człowiek kupiłby od razu Playstation 4 i olałby niestabilność oraz błędy z wersji PC. Ktoś inny kupiłby komputer za pięciocyfrową kwotę, który uruchomiłby grę w jakości ultra i 60 klatkach. Niestety na PlayStation nie mam zwyczajnie w mieszkaniu miejsca, ani bogatej kolekcji gier w które mógłbym później zagrać, ani tym bardziej odpowiedniej ilości wolnego czasu który by mi na to wszystko pozwolił. Komputera za dychę kupować nie chcę, ponieważ mój Lenovo został sprowadzony specjalnie dla mnie niecały rok temu i nie jest jeszcze taki zły. Zacząłem cierpieć na problemy pierwszego świata - chciałem zamienić dobre na nowe (nie wiadomo czy lepsze).

Czytałem gdzieś kiedyś o technologii egpu, która pozwala na podłączenie dodatkowej, desktopowej karty graficznej do laptopa za pomocą specjalnej przystawki. Zbadałem rynek i oszacowałem koszty trzeciego rozwiązania na około 2000 - 3000 złotych. Za przystawkę w ładnej obudowie i komunikacją Thunderbolt 2 trzeba dać od 1000 do 2000 zł, a za resztę trzeba kupić kartę graficzną, bo nie jest sprzedawana w zestawie. Istne szaleństwo tylko dla zboczuchów. Za równowartość tej kwoty można kupić konsolę, telewizor i zestaw bestsellerowych gier. Rozwiązanie egpu pojawiło się kilka lat temu i miało być remedium dla osób chcących podnieść wydajność swoich laptopów. Rozbudowanie komputera przenośnego jak PC - niegdyś niewykonalne i niemożliwe, które utknęło na zawsze w strefie marzeń. Dzisiaj egpu nie jest popularne, mimo że przystawki produkują m.in. Asus czy Razer. I z pewnością nie zyska popularności i rozgłosu w przyszłości. Najczęściej technologia ta wykorzystywana jest w obróbce graficznej / video oraz kopaniu bitcoinów, zwłaszcza w Chinach i Korei Południowej (Północnej pewnie też). Chociaż znalazłem w internecie polską stronę, gdzie ludzie chwalą się grami, jakie uruchomili w tej opcji. Tymi starszymi i nowszymi, co jest dziwne, bo przepustowość egpu jest kilkadziesiąt (Thunderbolt) jak nie kilkaset (ExpressCard) razy mniejsza od standardowej magistrali PCI Express 4.0 x16 którą spotkacie na płytach w komputerach stacjonarnych. Wynika to naturalnie z ograniczeń technologicznych jak i pewnie zmowy i lobby na rzecz producentów układów graficznych. Najrozsądniejszym rozwiązaniem mojego problemu wydawał się zakup nowego komputera przenośnego.

Postanowiłem olać sprawę i zacząłem sobie grać na tyle ile pozwala mi mój sprzęt. Temat powrócił jak bumerang kilka dni temu, kiedy w moje ręce wpadła do naprawy karta graficzna nie pierwszej świeżości - MSI GeForce GTX 1050Ti 4GB. Niestety powiesić sobie mogłem ją tylko na sznurku, bo o podłączeniu przez egpu mogłem tylko pomarzyć - mój prawie marketowy Lenovo nie ma odpowiedniego wejścia. Temat ciągle nie dawał mi spokoju i wróciłem do grzebania w internecie. Wyczytałem, że ludzie zamiast drogich przystawek Thunderbolt używają chińskiej taniochy, która łączy się za pomocą ExpressCard. Na AliExpress znaleźć można setki takich płytek od 14 złotych, ale taki produkt pewnie do grania się nie nadaje. Namierzyłem w polskim Allegro faceta, który sprzedał mi okazyjnie takie ulepszone chińskie badziewie o przerażającej nazwie Beast v8. Takich urządzeń jest na naszym rynku bardzo mało, a jak się pojawiają to w granicach 300 - 500 zł za używane i w dodatku szybko znikają. Widocznie ludzie poszukują wrażeń i przygód, tak jak ja. Wygrzebałem swój stary komputer z odpowiednim wejściem, który został zaprojektowany do pracy i to ciężkiej, a o graniu się nawet inżynierom nie śniło - Lenovo ThinkPad x230 napędzany siłą procesora Intel Core i5 3320m wspomagany 12 GB RAMu i układem graficznym IntelHD 4000. Ja wbrew zaleceniom producenta kilkakrotnie odpalałem na nim GTAIV i smażyłem układy do odcięcia (105 stopni). Ponieważ jak już wiecie (chociażby z moich poprzednich felietonów) nie lubię wyrzucać czegoś co jest dobre i używam dalej tego laptopa do celów innych niż granie (głównie do płacenia rachunków).

Naprawiłem chłodzenie w desktopowej karcie graficznej, poskładałem wszystko do kupy i podłączyłem kartę do bestii, a bestię do laptopa. Znów byłem nastolatkiem i miałem 15 lat. Nie mogłem się doczekać wielkiego grania na małym laptopie... znaczy się testowania naprawionej karty. Nie wiedziałem jaki będzie efekt końcowy i nie spodziewałem się jaki dramat się przed tym rozegra...

CDN.
© 2004 - 2022 GTAthegame NETWORK · All Rights Reserved
Design & Engine by sdr · Content by chaos · Odsłon 123422 · Wizyt 102048