Blog · Archiwum
Epilog
napisany: 12.01.2020 · 18:55 · dodał: chaos · komentarze: 3
Ten post jest kontynuacją trzech poprzednich wpisów. Jeżeli nie jesteś na bieżąco przewiń stronę w dół. Jeżeli wiesz o co chodzi możesz czytać dalej.

To zarazem zamknięcie tygodnia z Red Dead Redemption II na starym komputerze i chwila refleksji nie tylko nad sensem tych wszystkich działań.

Dopiąłem swego. Zagrałem w Red Dead Redemption II na komputerze z 2012 roku. Po blisko 100 godzinach, wielu nerwach i kombinacjach, zacząłem wreszcie czerpać radość z grania. Byłem zachwycony. Cofnąłem się technologicznie w czasie o 8, a mentalnie o 15 lat. Wystarczyło trochę pogrzebać i okazało się, że RDRII działa na komputerze do tego nieprzeznaczonym. To pokazuje wysoki poziom skopania optymalizacji. Napisałem o tym do Supportu Rockstar, gdzie mnie już znają, bo od listopada założyłem kilkanaście ticketów w związku z błędami i nieprawidłowym działaniem gry. Za każdym razem w odpowiedzi zwrotnej dowiadywałem się, że jest im przykro z powodu niedogodności na jakie natrafiam i zespół ciężko pracuje nad ich wyeliminowaniem, z każdą aktualizacją wrzucając nowe błędy. Oczywiście niedoskonałości takie jak błąd aktywacji czy błąd "err_gfx_state" rozwiązałem sobie sam i wysłałem odpowiednie informacje jak to zrobiłem na Support żeby im trochę pomóc. Zostałem mimowolnie i nieoficjalnie betatesterem. A tak się śmiałem z posiadaczy konsol, że to oni testowali tytuł przez ostatni rok. Na moje zgłoszenie pojawiła się odpowiedź z podziwem mojej wytrwałości i samozaparcia. Nie zabrakło oczywiście linku do artykułu z wymaganiami sprzętowymi gry, a także do artykułu z rozwiązaniami popularnych problemów. Piotr z R* napisał mi także, żebym przestał już kombinować, a ticket został automatycznie zamknięty, co oznacza żebym po prostu przestał im zawracać dupę. Sztywny jakby miał kij w... dupie. Mimo wszystko czuję, że coś im udowodniłem.

To że kompletnie zjebali tak ambitną i ogromną produkcję na PC. Gra nie powtórzy sukcesu GTAV, a najgorsze w tym wszystkim jest to, że ludzie szybko zapomną o błędach i niedoskonałościach, jak i całej grze. Za parę lat wyląduje ona na śmietniku historii jak równie ambitne L.A. Noire, GTAIV czy Max Payne 3. Większość graczy będzie ogrywać #Online w GTA VI, a Take2 będzie liczyć hajs z mikrotransakcji oraz kolejnych milionów sprzedanych kopii. Wydaje mi się, że na ambitne i bogate fabularnie produkcje growe po prostu zaczyna brakować na rynku miejsca. A może ja jestem jakiś dziwny i moje oczekiwania odstają od większości graczy? Trochę to smutne.

Sprawdziłem też działanie Egpu w najtańszej możliwej opcji. Gdybym dysponował sprzętem z wejściem Thunderbolt, chyba nie pokusiłbym się o sprawdzenie droższego wariantu przystawki. Dlaczego? Komputery przenośne z portem Thunderbolt w większości przypadków mają konkretną dedykowaną grafikę, więc zabawa w doczepianie karty ze stacjonarki była by bardziej bez sensu niż ten tekst. Podejrzewam też, że dużo lepszego wyniku w odniesieniu do moich badań bym nie uzyskał. To prawda. Relatywnie słaba przepustowość oraz odstraszająca cena przystawek to największe wady egpu.

Pozostało mi jeszcze odpowiedzieć sobie na jedno ważne, ale to zajebiście ważne pytanie. Gdzie mogę kupić konsolę w dobrej cenie? I czy opłaca się to robić?

EDIT: Jakoś tu łyso tu bez filmiku.


EDIT2: Nie mogło zabraknąć spektakularnego finału (spoiler alert)
Nie ma takiej rury na świecie...
napisany: 10.01.2020 · 21:09 · dodał: chaos · komentarze: 2
Ten post jest kontynuacją dwóch poprzednich. Jeżeli nie jesteś na bieżąco przewiń stronę. Jeśli wiesz o co chodzi możesz czytać dalej.

Rozdział czwarty

Przez cały kolejny dzień dokuczał mi ból głowy spowodowany niewyspaniem i czymś w rodzaju wewnętrznej złości. Siedziałem do nocy w zasadzie po nic. Zacząłem się poważnie zastanawiać nad sensem posiadania dostawki egpu i szukać promocji na PlayStation. Miałem wrażenie, że to co wczoraj robiłem było kompletnie bez sensu. Wczorajsza porażka nie dawała mi jednak spokoju i zacząłem szukać solucji na niedziałające sterowniki do mojej karty w internecie. Przejrzałem kilka stron i forów, polsko, angielsko a nawet chińskojęzycznych i dowiedziałem się, że jednym to działa a drugim nie. Na jednym z azjatyckich forów natrafiłem na pliczek podmieniający wartość w jakimś kluczu rejestru systemu, tak że wszystkie sterowniki są rozpoznawalne prawidłowo. Postanowiłem pobawić się raz jeszcze. Po czterech następnych próbach w postaci kasowania i instancji najnowszych driverów, wgraniu podejrzanego patcha, karta wciąż nie działała jak trzeba. Zrestartowałem komputer i zacząłem grzebać w BIOSie (w tym modelu ThinkPada BIOS jest staroświecki). Znalazłem tam ustawienie określające z jaką prędkością ma działać złącze Card Express, czyli to do którego wpiąłem kartę. Zmieniłem na Gen1 czyli najniższą z możliwych i zrobiłem ostatni reset. Karta graficzna zadziałała. Wielka chwila - uruchamiam ponownie Red Dead Redemption II. Zaczynam od najniższych ustawień. Wczytywanie trwało dłużej niż ostatnio. Przeleciały nawet wszystkie obrazki, a gra wczytywała się dalej. Nagle, niczym diabeł z piekła, pojawił się on - Arthur Morgan na koniu. Zadanie wykonane.


Cytat:
Pięknie to nie jest, ale gramy!



Uruchomiłem grę na sprzęcie do niej nieprzeznaczonym. Szybki rzut oka na benchmark i okazuje się że gra nie wykorzystuje w pełni zasobów pamięci RAM i VRAM, ale za to zegary procesora głównego i graficznego dobijają do maksymalnych wartości. Wcale mnie to nie dziwi, bo gra wymaga minimalnie czterordzeniowego I czterowątkiwego Intel Core i5-2500K z (6M Cache, z turbo do 3.70 GHz), a ja gram na dwurdzeniowym I czterowątkowym Intel Core i5-3320M (3M Cache, turbo do 3.30 GHz) - tu porównanie procesorów. W dodatku nie mogę odblokować technologii Speedstep, która sprawiłaby że moglbym ustawić mój procek na cały czas w trybie turbo. Wracając do gry pokręciłem się trochę po lesie i wjechałem do Rhodes żeby gra wyrenderowała trochę więcej NPCów i podniosła temperatury na podzespołach. Wynik jaki osiągnąłem to 9 - 16 klatek na sekundę. Średnio jest 12. Nie pozwala to na komfortowe granie, ale pozwala grać w ogóle.


Cytat:
Pierwsze ścinki w Rhodes. A myślałem że tam wieszają ;)

Wróciłem do grzebania w ustawieniach. Zaimportowałem plik z komputera na którym gra działa w miarę fajnie i uruchomiłem grę będąc ciekawy co się stanie. Gra ponownie się uruchomiła, bylo nieznacznie płynniej dzięki skalowaniu rozdzielczości. Wyniki min 11, max 20. Jasne, mógłbym ustawić w pliku wszystko poniżej minimalnych wartości co zaowocowało by pewnie 30 klatkami na sekundę, ale gra wyglądała by tak:


Co jest zupełnie bez sensu.

Przerobiłem jeszcze dwie opcje ustawień, ale nie udało mi się przebić 20 kl/s.



Wróciłem jeszcze do grzebania. W Biosie ustawiłem na procku wirtualizację i HyperThreading i jakimś cudem odblokowałem pełną przepustowość portu ExpressCard w moim laptopie, który płynął teraz na poziomie 2Gbit/s wobec 112 Gbit/s jakie oferuje testowany egzemplarz karty graficznej. Podłubałem w panelu sterowania NVIDIA gdzie ustawiłem wszystkie możliwe opcje na wydajność oraz tryb zarządzania energią na maksymalną wydajność. Po tych zabiegach postanowiłem uruchomić grę raz jeszcze. Oto co się wydarzyło:

Cytat:
Gra na ustawieniach z mojego domyślnego komputera. Wynik 30 klatek został przebity są 34.



Cytat:
Delikatne spadki podczas rozgrywki. Nie udało mi się zejść poniżej 20.


Rozdział piąty: Radosny, energiczny chłopiec

Uświadomiłem sobie jaki jestem małomiasteczkowy. Uruchomienie gry na najniższych ustawieniach graficznych w rozdzielczości HD sprawiło mi ogromną radochę. Przecież gry w standardzie HD modne były w 2012 roku, czyli wtedy kiedy wyprodukowany został mój komputer który do grania się nie bardzo nadawał. Dzisiaj jest modne FHD, QHD nawet UHD. Strasznie byłem ciekawy, co by się stało gdybym uruchomił grę na telewizorze. Aby to sprawdzić udałem się do swojego magazynu rzeczy tymczasowo nieużywanych (piwnicy) i po kilkunastu minutach walki z lecącymi na głowę gratami miałem w rękach swój stary telewizor. Podłączyłem wszystkie podzespoły do siebie, a kartę do tv. Wszystko wyglądało bardziej niedorzecznie niż poprzednio. Mając nieco obaw o działanie gry, podkręciłem nieco taktowanie zegara procesora karty graficznej o 50 w górę, a pamięci o 1000 MHz - stwierdziłem że nie będę się pierdolił w tańcu. Zmieniłem rozdzielczość ekranu w pliku ustawień, przy okazji ustawiając wszystko na Medium. Uruchomiłem grę, a po tym co zobaczyłem, zaniemówiłem.

Dopiero wtedy do mnie dotarło ile straciłem grając na najniższych ustawieniach graficznych. Gra jest tak piękna, świat tak szczegółowy i otwarty, że aż dosłownie mi stanął. Tym bardziej byłem pełen podziwu dla sprzętu który wyciągał ostatnie swoje megaherce żeby narysować mi tak oszałamiające widoki. Oczywiście widać gdzieniegdzie tekstury w niskiej rozdzielczości I gra dziala "tylko" 25 klatkach na sekundę. Na 8 letnim laptopie, który tydzień wcześniej ledwie odpalał GTAIV. Idąc za ciosem zwiększyłem tekstury na poziom High, a żeby utrudnić sobie zadanie dodatkowo włączyłem Tryb Gry wraz z paskiem i ujęciami. Szybki reset gry, mozolne wczytywanie się i jest. Jeszcze ładniej!

Cytat:
Lubię jeździć i strzelać. Czy to gra dla mnie?


Pokręciłem się trochę po okolicy osiągając 16 - 20 FPS. Zrobiłem sobie randoma i uwolniłem damę porwaną przez jakiegoś szubrawca. Żeby było trudniej, włączyłem wtedy nagrywanie klipu z gry. Klatkowanie spadło do 15 i zacząłem odczuwać że dwurdzeniowy procesor przestaje się wyrabiać. Dlatego też nie pokażę nagranego filmiku bo trochę się pogubiłem podczas ścinek. Następnie znalazłem się na bagnach Bluewater Marsh i zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Tekstur w lowresie było coraz więcej, a żeby było śmieszniej procek nie nadążał z renderowaniem modeli, przez co ten facet poniżej wygląda komicznie. Zupełnie jak w teledysku Gangnam Style.

Najlepsze jednak było przede mną. Zjechałem z pomostu aby przepuścić przejeżdżający dyliżans i wpadłem w bagno. Do tego stopnia, że nie mogłem się z niego wydostać.

Dawno się tak nie uśmiałem. Po wykonaniu ultraskomplikowanych salt, przewrotów i figur wylądowałem na pomoście. Odkryłem wtedy, że gra przestała reagować na otwarcie menu, mapy czy trybu fotograficznego. Procesor mimo niewielkiej temperatury pracował pod pełnym obciążeniem, a grafika ledwie na 54%. Wystarczyło żeby stwierdzić, że tym razem przedobrzyłem. Na szczęście obyło się bez dymu.
Przywróciłem domyślne zegary karty i uruchomiłem grę na najniższych możliwych ustawieniach. Zobaczyłem brzydką jak noc noc i jeszcze brzydszego Arthura. Przejrzałem na oczy. Granie na ustawieniach Low już nie będzie takie samo. Szybko wróciłem do średnich ustawień na wszystko. Pokręciłem się po okolicy, ale komputer dostawał niesamowitej zadyszki kiedy w okolicy pojawiała się woda. A kiedy wróciłem na bagna żeby wywołać błąd spadania ponownie, gra się zawieszała. Nawet chciałem być dobry i uratowałem kolejną kobietę, ale instynkt złodzieja okazał się silniejszy. Polecam zwiekszyć głośność przed kliknięciem Play.


Niemożliwe załatwiam od ręki
napisany: 08.01.2020 · 14:53 · dodał: chaos · komentarze: 2
Ten post jest kontynuacją poprzedniego wpisu. Jeżeli nie jesteś na bieżąco, przewiń stronę w dół. Jeżeli wiesz o co chodzi, możesz czytać dalej.

Rozdział drugi

Postawiłem sobie za cel uruchomić Red Dead Redemption II na komputerze z doczepioną grafiką, niespełniającym minimalnych wymagań sprzętowych gry w celu przeprowadzenia kontroli jakości naprawy karty graficznej. Wynik do osiągnięcia: 30 klatek na sekundę. Zupełnie mi odbiło. Wszystko wydawało się takie proste w teorii, w praktyce zacząłem mieć pewne obawy, że to co robię jest bez sensu. Otóż nie. Jeżeli gra się uruchomi na sprzęcie dwie generacje poniżej minimalnych wymagań podanych przez producenta plus będzie płynnie działać, oznaczać to będzie, że optymalizacja tytułu leży bardziej niż się wszystkim wydaje i Strauss Zelnick powinien wiedzieć, że zerwanie z tradycją przesuwania premier gier niesie za sobą straty wyrażone w dziesiątkach milionów dolarów i wlepkę "Rockstar Games - ambitni, ale do kitu". Moim pocieszeniem było, że w teście notebookcheck facet wyciągnął na tej samej karcie graficznej 75 FPS na najniższych ustawieniach, natomiast dodatkowym zmartwieniem fakt, że jego komputer był napędzany Intel Core i7-7700HQ i 8GB RAM DDR4.


Cytat:
Chryste Panie, ile kabli!


Tak jak wspomniałem wcześniej, podłączenie chińskiego gadżetu i karty nie było specjalnie skomplikowane. Schody zaczęły się w momencie konfiguracji sprzętu. System Windows wybrał i zainstalował sobie najlepsze sterowniki, które... nie działały. Karta była wykryta w menedżerze urządzeń poprawnie, ale została wyłączona ze względu na wystąpienie błędu 43. Wina leżała tylko po stronie oprogramowania. Wróciłem się do internetu i dowiedziałem się, że z chińskimi przystawkami dogadują się tylko sterowniki wydane do daty produkcji danego modelu chińczyka, czyli w moim przypadku do listopada 2017. Ktoś gdzieś napisał jeszcze, że warto sprawdzić wersję 368.71 z lipca 2016 bo u niego działa. Pobrałem sobie kilka wersji i zacząłem testować. Usunąłem stare najlepsze sterowniki i próbowałem zainstalować najstarsze. I pojawił się pierwszy zonk. Instalator nie mógł odnaleźć sprzętu graficznego w komputerze. Co? Że jak? Szybko znalazłem winowajcę, w postaci poluzowanej wtyczki w gnieździe express. Poprawiłem mocowanie, szybki reset systemu (karta nie działa na zasadzie Plug&Play, szajs), druga próba instalacji innych sterowników i...

Poszedłem zrobić sobie herbaty.

Po dłuższej niż ostatnio chwili sterowniki zainstalowały się, natomiast dalej system wyłączał kartę. Pogrzebałem w dzienniku zdarzeń i na jaw wyszło, że karta wpada w konflikt z Oracle Virtual Box. Co jedno z drugim ma wspólnego to nie wiem. Wywaliłem vboxa i stare sterowniki i zacząłem instalację po raz trzeci.

W międzyczasie mogłem już wyjąć torebkę herbaty. W przeciwieństwie do roku 2017 kiedy ostatnio na łamach GTG robiłem sobie herbatę - już nie słodzę.

Tym razem instalacja sterowników się nie powiodła z powodu, że został już zainstalowany nowszy sterownik. Co? No tak, Windows zdążył zainstalować swoje, lepsze. Grrr... Poszedłem w internet i wróciłem z aplikacją Display Driver Uninstaller, w skrócie DDU, która nie dość że usunęła mi wszystkie stery to jeszcze z automatu powiedziała Windowsowi że jest debilem i ma niczego sam nie instalować. No bajka. Więc puściłem instalację sterowników po raz czwarty.

Great Success. Karta działa. Była godzina 23:45 a zacząłem zabawę o 20. Zanim RDR2 zdąży się pobrać (o tej godzinie miałem pobranych 100 z 115GB) postanowiłem przetestować Egpu na prawilnym GTAIV, tym z oryginalnym Vladivostok FM, które miałem zainstalowane na dysku. Odpalam i cyk. Gra uruchomiła się w trybie awaryjnym. Ustawienia graficzne powiedziały mi, że mam do dyspozycji 2MB pamięci vram. Szybki hax w commandline rozwiązał sprawę. Ustawiłem wszystko na Very High i wczytałem grę. Punktem odniesienia w przypadku GTAIV jest 20 kl/s jakie osiągnąłem grając na najniższych ustawieniach i paląc zintegrowaną grafikę Intel HD4000. Gra działała sobie w 20 do 30 klatek, jednak co jakiś czas występowały chwilowe spadki do 9. Temperatura karty 53 stopnie. Wentylatory nie zdążyły się zakręcić. Wynik dobry, ale dupy nie urywa. Skoro fatalnie zoptymalizowany 12 letni tytuł działa poniżej oczekiwań to jak zadziała najnowszy fatalnie zoptymalizowany tytuł? Na to zajebiście ważne pytanie miałem sobie odpowiedzieć dzień później.


Cytat:
Taksówka czeka. Cholera, mogłem wziąć ubera...


Rozdział trzeci: Na cuda trzeba trochę poczekać

Zamiast położyć się spać i zapomnieć na chwilę o swoich problemach postanowiłem jeszcze zostać. Oto bowiem po wielu godzinach, punktualnie o 1:04 pobrało się Red Dead Redemption II. Pomyślałem sobie, że spróbuję to uruchomić i pójdę spać. Szybko okazało się, że nie powinienem tego robić.

Gra wybrała sobie API (platformę renderującą) Vulkan. Zanim się załadowało intro, przez 10 minut oglądałem sobie czarny ekran. Po tym zobaczyłem jedynie fragment obrazu, bo gra uruchomiła się w rozdzielczości 1920x1080 na ekranie 1366x768 i po intrze wywaliło mnie do pulpitu. Do kaprysów RDR2 jestem przyzwyczajony. Gra dała mi mocno w kość w dniu premiery, trochę mniej dzień później i kilka kopów w dupę przez kilkanaście następnych dni. Dzięki niej zwiększyłem swoją wytrzymałość do poziomu 8 i cierpliwość do 7 z 8. Pogrzebałem w pliku ustawień gry, zmieniłem ręcznie Vulkana na DirectX12, dodałem kilka haxów w linii poleceń startu i ponownie uruchomiłem grę. Tym razem ładowanie poszło nieco krócej, proces aktywacji o dziwo przeszedł pomyślnie i doszedłem do menu głównego. Trzepnąłem na Tryb Fabularny i oglądałem sobie plansze wczytywania gry. Przez pięć kolejnych minut. Kiedy gra miała się już załadować, zrzuciło mnie ponownie do pulpitu. Wróciłem do pliku ustawień żeby dowiedzieć się co jest grane (teoretycznie powinienem to wyczytać z logu, ale jest tam masa nikomu niepotrzebnych głupich informacji diagnostycznych) i okazało się, że gra z automatu ustawiła sobie wszystko na Ultra. A myślałem, że to ja wyruszyłem na polowanie na niedźwiedzia uzbrojony tylko w toporek.


Cytat:
No to co? Palimy po scalaku?


Zmieniłem wszystko na Medium, zablokowałem ustawienia zaawansowane i ponownie uruchomiłem grę. Po pięciu minutach znowu byłem na pulpicie. Zmieniłem ustawienia na najniższe. Pięć kolejnych minut minęło i znowu pulpit. Z doświadczenia znałem jeszcze jeden motyw, aby uruchomić grę jako administrator, ale to też nie pomogło. Było już po godzinie drugiej, a ja zamiast spać siedziałem przy komputerze. Zdecydowanie znowu byłem nastolatkiem. Zasypiając uświadomiłem sobie, że gra do działania wymaga najnowszych sterowników, które nie działają z moją przystawką. To było przyczyną zrzutów na pulpit. Dziękuję za stracony czas. Dobranoc.
Chaos w krainie czarów
napisany: 06.01.2020 · 16:35 · dodał: chaos · komentarze: 2
Opowieść którą zaraz przeczytacie jest o niesamowicie upartym i zawziętym człowieku, który wziął sobie na celownik jednego z największych producentów gier na świecie. Facet, który musiał zostać mimowolnie betatesterem tylko po to, aby mógł dowieść swojej racji. Żeby nie była zbyt nudna, została podzielona na kilka rozdziałów.

Prawie osiem lat temu próbowałem pograć sobie w GTAIV na karcie graficznej kupionej za 20 złotych. Wyciągałem ostatnie moce obliczeniowe z procesorów ze skutkiem, który mam nadzieję pamiętacie. Kilka lat później, w 2017 postanowiłem pograć sobie w Grand Theft Auto V na tablecie MyTab z Biedry. Efekt końcowy przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Opisywałem wtedy ciekawostkę jakim było ówcześnie stremowanie gier, co dzisiaj jest rzeczywistością (np. Google Stadia). Ten rok rozpocząłem równie hucznie i odważnie jak Bolec przyjmujący gangsterów z wybrzeża w filmie Chłopaki nie Płaczą. Wiecie, że od premiery minie w lutym już 20 lat?



Ale po kolei.

Kiedy swoją premierę miała największa i najambitniejsza produkcja Rockstar Games - Red Dead Redemption II, zazdrościłem wszystkim moim kolegom, którzy grali na konsolach i zachwycali się (lub nie) zajebistością tej gry. Marzyłem o premierze na PC, a z miesiąca na miesiąc pojawiało się coraz więcej przesłanek, że edycja PC po prostu będzie. Wtem w październiku 2019 świat obiegła informacja, że RDR II zawita na komputery niecały miesiąc później. Poczułem ukłucie w sercu i motyle w brzuchu. Jednakże specjalnie się nie przygotowywałem na premierę gry, którą natychmiast po ogłoszeniu zamówiłem. Ot, wymieniłem dysk w laptopie na większy i kabel od podkładki chłodzącej. Okazało się, że to dużo za mało jak na mój "prawie marketowy" Lenovo z Intel Core i5 8250U, 20 GB RAM i grafiką NVIDIA GeForce MX150 2GB (spadkobierca 950M które jarały się na potęgę w 2015 po premierze Wiedźmina 3). W dodatku nikt nie przypuszczał, że po mega dobrej optymalizacji GTA V, Rockstar wypuści fatalnie niedopracowane i pełne błędów RDR II. Więc po licznych kombinacjach i dwóch dniach grzebania w pliku ustawień gram sobie w niestabilnych 30 klatkach na ustawieniach nisko - średnich.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Zacząłem szukać rozwiązania, które pozwoliłoby mi cieszyć się w pełni z ostatniej produkcji Rockstar. Normalny człowiek kupiłby od razu Playstation 4 i olałby niestabilność oraz błędy z wersji PC. Ktoś inny kupiłby komputer za pięciocyfrową kwotę, który uruchomiłby grę w jakości ultra i 60 klatkach. Niestety na PlayStation nie mam zwyczajnie w mieszkaniu miejsca, ani bogatej kolekcji gier w które mógłbym później zagrać, ani tym bardziej odpowiedniej ilości wolnego czasu który by mi na to wszystko pozwolił. Komputera za dychę kupować nie chcę, ponieważ mój Lenovo został sprowadzony specjalnie dla mnie niecały rok temu i nie jest jeszcze taki zły. Zacząłem cierpieć na problemy pierwszego świata - chciałem zamienić dobre na nowe (nie wiadomo czy lepsze).

Czytałem gdzieś kiedyś o technologii egpu, która pozwala na podłączenie dodatkowej, desktopowej karty graficznej do laptopa za pomocą specjalnej przystawki. Zbadałem rynek i oszacowałem koszty trzeciego rozwiązania na około 2000 - 3000 złotych. Za przystawkę w ładnej obudowie i komunikacją Thunderbolt 2 trzeba dać od 1000 do 2000 zł, a za resztę trzeba kupić kartę graficzną, bo nie jest sprzedawana w zestawie. Istne szaleństwo tylko dla zboczuchów. Za równowartość tej kwoty można kupić konsolę, telewizor i zestaw bestsellerowych gier. Rozwiązanie egpu pojawiło się kilka lat temu i miało być remedium dla osób chcących podnieść wydajność swoich laptopów. Rozbudowanie komputera przenośnego jak PC - niegdyś niewykonalne i niemożliwe, które utknęło na zawsze w strefie marzeń. Dzisiaj egpu nie jest popularne, mimo że przystawki produkują m.in. Asus czy Razer. I z pewnością nie zyska popularności i rozgłosu w przyszłości. Najczęściej technologia ta wykorzystywana jest w obróbce graficznej / video oraz kopaniu bitcoinów, zwłaszcza w Chinach i Korei Południowej (Północnej pewnie też). Chociaż znalazłem w internecie polską stronę, gdzie ludzie chwalą się grami, jakie uruchomili w tej opcji. Tymi starszymi i nowszymi, co jest dziwne, bo przepustowość egpu jest kilkadziesiąt (Thunderbolt) jak nie kilkaset (ExpressCard) razy mniejsza od standardowej magistrali PCI Express 4.0 x16 którą spotkacie na płytach w komputerach stacjonarnych. Wynika to naturalnie z ograniczeń technologicznych jak i pewnie zmowy i lobby na rzecz producentów układów graficznych. Najrozsądniejszym rozwiązaniem mojego problemu wydawał się zakup nowego komputera przenośnego.

Postanowiłem olać sprawę i zacząłem sobie grać na tyle ile pozwala mi mój sprzęt. Temat powrócił jak bumerang kilka dni temu, kiedy w moje ręce wpadła do naprawy karta graficzna nie pierwszej świeżości - MSI GeForce GTX 1050Ti 4GB. Niestety powiesić sobie mogłem ją tylko na sznurku, bo o podłączeniu przez egpu mogłem tylko pomarzyć - mój prawie marketowy Lenovo nie ma odpowiedniego wejścia. Temat ciągle nie dawał mi spokoju i wróciłem do grzebania w internecie. Wyczytałem, że ludzie zamiast drogich przystawek Thunderbolt używają chińskiej taniochy, która łączy się za pomocą ExpressCard. Na AliExpress znaleźć można setki takich płytek od 14 złotych, ale taki produkt pewnie do grania się nie nadaje. Namierzyłem w polskim Allegro faceta, który sprzedał mi okazyjnie takie ulepszone chińskie badziewie o przerażającej nazwie Beast v8. Takich urządzeń jest na naszym rynku bardzo mało, a jak się pojawiają to w granicach 300 - 500 zł za używane i w dodatku szybko znikają. Widocznie ludzie poszukują wrażeń i przygód, tak jak ja. Wygrzebałem swój stary komputer z odpowiednim wejściem, który został zaprojektowany do pracy i to ciężkiej, a o graniu się nawet inżynierom nie śniło - Lenovo ThinkPad x230 napędzany siłą procesora Intel Core i5 3320m wspomagany 12 GB RAMu i układem graficznym IntelHD 4000. Ja wbrew zaleceniom producenta kilkakrotnie odpalałem na nim GTAIV i smażyłem układy do odcięcia (105 stopni). Ponieważ jak już wiecie (chociażby z moich poprzednich felietonów) nie lubię wyrzucać czegoś co jest dobre i używam dalej tego laptopa do celów innych niż granie (głównie do płacenia rachunków).

Naprawiłem chłodzenie w desktopowej karcie graficznej, poskładałem wszystko do kupy i podłączyłem kartę do bestii, a bestię do laptopa. Znów byłem nastolatkiem i miałem 15 lat. Nie mogłem się doczekać wielkiego grania na małym laptopie... znaczy się testowania naprawionej karty. Nie wiedziałem jaki będzie efekt końcowy i nie spodziewałem się jaki dramat się przed tym rozegra...

CDN.
RDRII na i5 3320m (2r,4w) czy pójdzie??
napisany: 04.01.2020 · 17:38 · dodał: chaos · komentarze: 3
Odpowiedź brzmi: tak.

I to wcale nie z dymem. ;)

Banda programistów z Rockstar powinna się wstydzić.

CDN.
Po trupach do celu
napisany: 29.12.2019 · 20:51 · dodał: chaos · komentarze: 2
Ten post jest kontynuacją dwóch poprzednich. Jeżeli nie jesteś na bieżąco, cofnij się miesiąc nazad. Jeżeli wiesz o co chodzi, możesz czytać dalej.

Na wstępie muszę przeprosić za tak długą nieobecność, ale straciłem swoj dziennik i obecnie spisuję swoje wspomnienia siedząc przy ognisku przy domu w Shady Belle popijając piwko. Ponad miesiąc temu wyrzuszyłem na poszukiwania ukrytego skarbu przez bandę niejakiego Jacka. Mając w kieszeni ostatnią wskazówkę, zacząłem przemierzać tereny wszerz i wzdłuż. Spotkałem mnóstwo nieznajomych. Jednym pomogłem, a przez innych wpadałem w pułapki. Natknąłem się też na kilka obozów gangów, na które napadłem, a bandytów ograbiłem. Za moją głowę wyznaczono nawet nagrodę. Byłem poszukiwany za morderstwo którego nie popełniłem - facet kipnął na koniu i spadł, sprawdziłem tylko co się dzieje, a z nienacka pojawił się jakiś świadek, który doniosł szeryfowi w Rhodes - istna menda. Tak więc starłem się również z kilkoma zastępami stróżów prawa i łowców nagród. Zawsze z tych spotkań wychodziłem w jednym kawałku, mniej lub bardziej poobijany.

Zwiedziłem pół Ameryki. Udałem się nawet w pobliże Blackwater. Przemierzając tamtejsze leśne ścieżki ktoś wysłał w moją stronę strzałę z łuku. Na szczęście mój koń był szybszy. Na nieszczęście druga strzała mnie trafiła i utknęła z tyłu głowy. Zginąłem na miejscu. Odrodziłem się po drugiej stronie rzeki.

Skierowałem się w stronę Emerald Ranch. Po drodze zahaczyłem o Horseshoe Overlook, gdzie mieścił się nasz stary obóz. Chyba wspomnienia mnie tam zaprowadziły. Tuż niedaleko w zgliszczach znalazłem kolejną mapę skarbów - Le Tresor des Morts, ale o tym później. Skierowałem się dalej na północ. Po drodze wcisnąłem paserowi fanty, które zbierałem po drodze. Po kilku minutach dotarłem do niewielkiego jeziora z kilkoma mniejszymi i większymi wyspami po środku. Wtem zauważyłem coś dziwnego. Na brzegu kręciła się wataha wilków. W samo południe, w upalny dzień. Na pewno pilnowały skarbu po który przyszedłem. Postanowiłem się z nimi rozprawić. Niestety mój głupi koń szybko wpadł w panikę i mnie zrzucił. Zanim się podniosłem wilki ruszyły na mnie. Jednego zabiłem strzałem w głowę, a drugi w tym czasie skoczył mi na plecy powodując kolejny upadek. Trzeci tylko na tym skorzystał i rozszarpał mi gardło.



Umierając zastanawiałem się w jaki sposób zabiję mojego durnego konia.

Odrodziłem się po drugiej stronie jeziora. Nie oglądając się za siebie i nie wspominając o wpadce z wilkami wszedłem do wody. Po chwili znalazłem się na wyspie i zbadałem grunt. Odnalazłem to po co przyszedłem. Skarbem okazały się sztaby najczystszego złota. Piękne i ciężkie zarazem. Poczułem ulgę że to już koniec i jednocześnie przeszywający plecy dreszcz, który zwiastował początek nowych poszukiwań.



CDN.
Ou allons nous?
napisany: 15.11.2019 · 18:06 · dodał: chaos · komentarze: 2
Ten post jest kontynuacją poprzedniego. Jeżeli nie jesteś na bieżąco przewiń stronę w dół. Jeżeli nadążasz to możesz czytać dalej.

Znajomy miał rację. Dalsze poszukiwania skarbu ukrytego przez jakiegoś szaleńca Jacka Halla były już tylko trudniejsze. W końcu, po wielkich trudach niczym Syzyf wspinając się na strome wzgórze i tocząc się na dół, wylądowałem gdzieś pośrodku tam gdzie miałem zamiar wylądować. To ciągłe spadanie o którym pisałem wcześniej to tylko efekt mojej niezdarności, ponieważ drugiej wskazówki szukałem po niewłaściwej stronie zbocza. No, ale nie istotne. Mam już drugi kawałek papieru, na którym ktoś narysował miejsce ukrycia trzeciej wskazówki. Hm...

Gościu mógł tam narysować penisa i było by to równie pomocną wskazówką. Jestem nowy w tych rejonach, upierałem się by jechać na wschód, ale Dutch miał większą siłę przebicia. No i jestem tu gdzie jestem. Pośrodku jakiegoś zadupia, daleko od domu, daleko od obozu...

Przestałem się mazać. Chłopaki przecież nie płaczą, a co dopiero prawdziwi mężczyźni. Dałem koniu ciastka, obmyśliłem plan i ruszyliśmy w drogę. Miałem przeczucie, że kolejna wskazówka leży gdzieś na północy. Tam też powoli zmierzaliśmy. Minęliśmy kilkunastu nieznajomych. Jeden z nich nawet wycelował we mnie broń bo nie spodobało mu się, że mam założoną chustę. Mamrotał coś o braku odwagi do pokazania swojej twarzy, a mi po prostu leciały śpiki z nosa podczas galopu. Zabiłem go strzelając z łuku, bo akurat to miałem w ręce. Chciałem upolować jakiegoś jelenia po drodze, a wbiłem strzałę chłopu w oko. Szybko ukryłem zwłoki w krzakach, zabrałem mu zegarek i parę centów bo tam gdzie właśnie poszedł nie byłyby już mu potrzebne. Ruszyłem w dalszą drogę.

Ktoś nam pstryknął fotkę gdy przecinaliśmy stary drewniany mostek

Robiło się coraz zimniej, pod górę i ciemniej. Koń co raz bardziej opadał z sił, ale gdy robiło się stromo i ślisko galopował jak szalony.



Obrany przez nas szlak jak na złość się wydłużał. Mając w pamięci to co przytrafiło się Johnowi postanowiłem wjechać nieco wyżej i zejść ze szlaku zanim totalnie zrobi się ciemno.

Chwilę przed zachodem słońca dotarłem na jakieś wulkaniczne pole z gejzerami. Moje przybycie spłoszyło wszystkie pasące się w tym miejscu konie. Znalazłem miejsce na obóz, przywiązałem swojego wierzchowca i rozbiłem namiot. Korzystając z chwili światła dziennego postanowiłem zbadać okolicę. Rozejrzałem się nieco i znalazłem dziwnie ułożone kamienie na sobie. Pogrzebałem trochę, włożyłem swoją skostniałą rękę i...

Wyciągnąłem kolejny kawałek papieru. To była trzecia wskazówka, podejrzewam że zdradza lokalizację skarbu.

Rozpaliłem ognisko i z ogromną satysfakcją przyrządziłem kolację z kawałka mięsa który zaczął już gnić w mojej sakwie. Po ukryty skarb wyruszam o poranku. Nie mam bladego pojęcia dokąd i po co zmierzam.


Jack Hall
napisany: 14.11.2019 · 19:11 · dodał: chaos · komentarze: 3
Ty skurwysynu!

Jechałem se na moim wiernym koniu przez jakieś zadupie. Nagle pojawił się on. Jakiś facet który rzekomo poszukiwał ukrytego skarbu, który został porzucony przez gang Jacka Halka. Twierdził że jest już bardzo blisko odnalezienia, ale jutro wyjeżdża daleko stąd. Dodał że szkoda przepuścić takiej okazji i za jedyne 10 dolców odsprzeda mi mapę ktora mnie do skarbu doprowadzi.

Mając ciągle w pamięci zagadkę z Blackwater, zgodziłem się. Chociaż miałem nieodparte wrażenie że przepłaciłem albo facet mnie robi w bambuko. Dałem mu dychę, chociaż mogłem go zabić ale mój honor na to nie pozwolił. Rozłożyłem kawałek papieru który był zgięty tak, że wyglądał jak kawałek śmiecia. Zobaczyłem jakieś mazaje, a chęć zabicia tego oszusta wzrosła stokrotnie. Nim się jednak obejrzałem facet wyparował.

Naprawdę poczułem się oszukany.

Po kilku dniach odnalazłem górę, która w miarę pasowała do tych mazajów z kartki. Przypiąłem konia do drzewa i wlazłem na sam szczyt, żeby zobaczyć jak strome jest zejście na środkową ścianę, gdzie znajdę jakieś wskazówki.

Było bardzo strome. Na samym czubku poślizgnąłem się i poleciałem głową w dół. Śmierć na miejscu.

Odrodziłem na się następnego dnia parę kilometrów dalej. Nie dalem za wygraną i jeszcze raz pojechałem zbadać to miejsce. Tym razem na górę wjechałem na koniu. Ten jednak się przestraszył i się poślizgnął. Polecieliśmy razem w dół. Szczęśliwie zatrzymałem się na drzewie. Koń niestety na samym dole. Pobiegłem do niego z ultradrogim otrzeźwiaczem który kupiłem dzień wcześniej w internecie. Ocucilem go i spróbowaliśmy raz jeszcze wejść na górę. Tym razem poślizgnął się na szlaku i zginęliśmy na miejscu.

Odrodziłem się parę kilometrów dalej. Jeszcze raz pojechałem w to miejsce bogatszy o wiedzę z YouTube jak mam zejść. Poślizgnąłem się i poleciałem głową w dół. Zginąłem na miejscu.

Mam w dupie dalsze poszukiwania. Zabiję tego oszusta jak go jeszcze raz spotkam.
Zachciało mi się klonowania
napisany: 29.10.2019 · 20:42 · dodał: chaos · komentarze: 2
Przygotowania do premiery RDR2 idą pełną parą. Kupiłem se kabel zasilający do podkładki chłodzącej pod łapka (poprzedni umar przy wiosennej sesji GTA Online), a także nowy dysk SSD bo ledwo co się mieściłem na poprzednim. Skorzystałem z cudów techniki zwanych klonowaniem dysków 1:1 sektor po sektorze. Po słabo przespanej nocy i zmarnowanym popołudniu wszystkie metody zawiodły. Wszystko poszło zgodnie z planem, ale sektor startowy poszedł na wódkę bo ani bootrec ani bootsect ani automat Windowsa nie dały rady go przywołać do porządku...

Zostala mi ostateczność:

Operacja się udała. Pacjent zmarł.
A było tak od razu...
Uwaga! Multi IV ŻYJE!
napisany: 07.10.2019 · 18:24 · dodał: chaos · komentarze: 16
Wróciwszy dzisiaj z niemieckiego korpo, po ciężkim jak jasna cholera poniedziałku odpaliłem sobie stare, poczciwe Grand Theft Auto IV. Ograłem kilka znanych misji na kilka różnych sposobów. Po chwili znużenia wyciągnąłem telefon i wybrałem zapomnianą opcję Multiplayer. Tym razem zebrało mi się na odwagę. Odpaliłem. Uruchomiłem Free Mode i dla jaj zrobiłem sobie rozróbę.


Nagle *pstryk*! Z pełni uwagi wytrącił mnie komunikat że ktoś dołączył do gry!

Niemożliwe! Po chwili ten ktoś zaprosił mnie do gry i oto co się wydarzyło...

Zostałem wrzucony do trybu którego nigdy nie ogrywałem! Albo było to tak dawno temu, że po prostu zapomniałem o co w tym chodziło. Po pierwszym zgonie i zmianie stron wylądowałem po stronie prawa. Nadszedł czas na zaprowadzenie porządku w tym mieście...




Włączyłem moje zajebiste GoPro i część rozgrywki nagrałem. Pozwoliłem se wyciąć fragmenty gdzie biegam po mieście szukając fury.



Dzięki za grę ludziska. Kimkolwiek i skądkolwiek jesteście. I oczywiście jeśli to czytacie. Pozdro 666. Pamiętajcie, że trzech na jednego to banda łysego!

Kto nie grał w GTA IV multi w 2019 komentuje!

P.S. Chyba po raz pierwszy ogrywałem ten tryb. Mamy Q4 2019 roku... WSTYD.
© 2004 - 2020 GTAthegame NETWORK · All Rights Reserved
Engine by sdr · Design & Content by chaos · Odsłon 84369 · Wizyt 67397