Zaloguj przez Facebooka
Blog · Archiwum
Luźne przemyślenia
napisany: 08.06.2020 · 13:06 · dodał: chaos · komentarze: 3
Tekst zawiera spojlery z RED DEAD REDEMPTION 1 i 2, GTA IV a także luźne przemyślenia związane z tymi tytułami. Jeżeli nie ograłeś tych gier to nalegam, żebyś dalej nie czytał.

Zafascynowany scenariuszem, mechaniką a przede wszystkim magią RED DEAD REDEMPTION II, postanowiłem porzucić ciepły pecetowy kurwidołek i kupiłem sobie PlayStation. Nigdy nie podejrzewałem że podejmę z pozoru tak ważną decyzję w moim życiu.

Z zamiarem zakupu konsoli nosiłem się już od 2007 roku, kiedy zafascynowany byłem pojawiającymi się jak mlecze po deszczu screenshotami i trailerami Grand Theft Auto IV. Jednak moja druga półkula mózgowa mówiła, że kupowanie sprzętu za ciężko osiągalne wtedy pieniądze tylko dla jednej gry było conajmniej bez sensu. I miała racje, bo gracz był ze mnie prawie żaden. Sześć lat później PS3 miałem już w zasięgu wzroku, ręki i portfela. To właśnie we wrześniu pojawiła się na rynku GRAND THEFT AUTO V która to gra wyciskała z bebechów konsoli ostatnie tchnienia. A i moja growa kupka wstydu urosła do kilkunastu pozycji (poniekąd związane to było z przerwą od jakiegokolwiek gamingu). Przed zakupem tym razem powstrzymała mnie umiejętność obsługi kontrolera. A raczej jej brak. Przyzwyczajony do klasycznego grania na kompie nie potrafiłem skumać do czego służą te wszystkie guziki na padzie oraz jak do cholery ma tylko tyle ich wystarczyć. Przecież do grania w GTAIV używało się większej ilości klawiszy na klawiaturze. Próbowałem poćwiczyć obsługę pada grając na PC. Z marnym skutkiem. Nie potrafiłem za nic się do tego przekonać. W ostateczności porzuciłem swój pomysł zakupu konsoli, zrobiłem sobie jeszcze dłuższą przerwę od grania która trwała do premiery GTA V na PC. Oczywiście wymęczyłem piątkę na komputerze który ledwo ciągnął czwórkę.



Za bardzo się rozpisałem o przeszłości. Wracając do sedna sprawy, kupiłem sobie PlayStation 3. W sumie to bardziej przez przypadek niż celowo, ale koniec końców czarna skrzynka zawitała w moim pokoju. Akurat byłem po skończonej fabule RED DEAD REDEMPTION II i męczyłem się ze zleceniami polowań i zbieractwem orchidei. Prawdziwy czyściec lub... odkupienie? Scenariusz RDR2 rozwalił mnie na kawałki. Nie sądziłem, że gra może być tak fascynująca i poruszająca zarazem. Brakowało mi zamknięcia rozpoczętych niektórych wątków. I wtedy z mojej growej kupki wstydu spojrzał na mnie John Marston z pudełka zatytułowanego RED DEAD REDEMPTION. Stwierdziłem że dwójka musi się zakończyć tu i teraz, przy marnych 95% ukończenia. Koniec epoki smażenia laptopa z Media Markt.

Nie zamierzam porównywać obu tych tytułów pod względem technicznym. To tak jak by patrzeć na nowy model samochodu z hybrydowym silnikiem i porównywać go ze starszą generacją z wolnossącym silnikiem benzynowym. Wspomnieć mogę tylko że obie gry powoli się rozkręcają gdy nagle BOOM! i znajdujesz się w punkcie bez odwrotu i już musisz iść dalej. W obu rozwala się niezliczoną liczbę przeciwników. Obie mają ogromny teren rozgrywki (jedynka mniejszy z powodu ograniczeń technologicznych). Obie mają wciągający scenariusz. No i ta muzyka idealnie dopasowująca się do klimatu i sytuacji. W dwójce zabrakło tylko systemu SŁAWY, został tylko HONOR. To taki drobny smaczek.



Tyle że dalej bylem bardziej jak Rob Wiethoff* zamiast jak John Marston. Nie potrafiłem opanować pada. Miałem obawy, ale spróbowałem. Na początku oczywiście był dramat łączony z groteską. Co chwilę myliłem przyciski i w momencie kiedy miałem strzelać, John wyciągał lasso. Pojedynków rewolwerowców dalej nie rozkminiłem, a chwać się za osłonami nauczyłem się dopiero na wycieczce w Meksyku. Mimo to dzięki świetnie poprowadzonej fabule z misji na misję szło mi coraz lepiej. Aż dotarłem do samego końca i rozbiłem główny wątek gry. Przynajmniej tak mi się wydaje.

Tak samo jak w GTAIV poruszona została kwestia moralności. W pewnym momencie, w ostatnich misjach scenariusza gra stopuje na chwile i skłania ku refleksji przy jednej kluczowej postaci. W GTAIV które było produkowane równolegle z RDR, w pewnym momencie pojawił się Darko (That Special Someone). Facet, który zdradził Niko za tysiąc dolców i zostawił na pewną śmierć. W scenariuszu wcześniej był wspominany, ale nie odgrywał żadnej roli w misjach. Gracz miał dokonać wyboru: kropnąć faceta czy puścić przeszłość w zapomnienie. Było to z jednej strony groteskowe, bowiem wcześniej Niko zlikwidował mnóstwo postaci, ale i kluczowe, zwłaszcza kiedy Darko wyjechał z tekstem "ile ty bierzesz za zabicie kogoś" (How much do you charge to kill someone?"). No kogo jak kogo, ale mnie to poruszyło i sumienie kazało się zastanowić nad kilkoma wyborami jakie dokonały się w grze. W RED DEAD REDEMPTION zwrotem akcji jest Dutch van der Linde. Gracz poznaje go wcześniej w wielu dialogach gdzie przedstawiony jest jako zły, który kiedyś był tym dobrym. Ale szajba mu w pewnym momencie odbiła i zaczął popełniać błędy, dodatkowo zabijać bez powodu, np. podczas napadu w Blackwater który to wątek rozpoczyna RDR2. Ogrywając najpierw dwójkę, której akcja rozgrywa się przed wydarzeniami z jedynki, doskonale poznałem jegomościa. Nie powiem, że przemiana Dutcha mnie nie poruszyła. Byłem wściekły kiedy przez niego uszedłem ledwo z życiem podczas ucieczki po nieudanym napadzie w Saint Denis, by potem wylądować na jakimś egzotycznym zadupiu. Późniejsze wydarzenia pokazały, że to do czego dążyłem przez tyle tygodni jako gracz jest tylko obłudą, a facet jest chciwym staruchem z niewyparzoną gębą i bez planu. W RDR gościa nie ma od początku gry. Pojawia się dopiero po meksykańskiej rewolucji i w przeciwieństwie do Darko z GTAIV występuje w kilku misjach. Nie jest pokazany jako dobry ojciec, który nauczył czytać, pisać i żyć na nowo garstkę sierot tylko jako bezwzględny psychopata, zmora z przeszłości. Zwłaszcza podczas napadu na bank w Blackwater kiedy bez skrupułów wspomina o przeszłości gangu, oczywiście w tym negatywnym świetle, po czym z zimną krwią zabija zakładniczkę strzelając jej w głowę (w identyczny sposób prawdopodobnie ginie Heidi McCourt podczas napadu w Blackwater w 1899). Późniejsze wydarzenia pokazują jego głęboką paranoję i pozostawiają jeszcze więcej pytań niż odpowiedzi. Nie mogę ogarnąć jak można upaść tak nisko



Rockstar Games zafundował mi nie lada przygodę. Zarówno pierwsza jak i druga część RDR nie jest jedynie zwykłą strzelanką z jakąś tam fabułą. To jakaś immersja. Obie gry dosłownie mnie połknęły i przez kilka tygodni walczyłem broniąc swoich racji jako Artur Morgan, a później przemierzając pustkowia świadczyłem swoje przysługi jako John, by w końcu poznać prawdę i rozliczyć się z przeszłością. Przez kilka miesięcy miałem na głowie masę dodatkowych problemów, jakby tych z realu było mi mało... Mało tego, po ukończeniu RDR aż chce mi się powrócić do RDR2, które przecież niedawno rozbiłem.
Tyle że wciąż nie znalazłem odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie. Może mi czytelniku w tym pomożesz? Warto kupić PS4 w celu ogrania RDR2 czy poczekać na PS5 i liczyć na to, że gra zadziała w ramach wstecznej kompatybilności lub zostanie wydana dedykowana wersja?



O nie, chyba stałem się częścią tego świata. Mój psychoterapeuta będzie miał co robić... ;)

*Rob we wspominkach na 10lecie RDR wspomniał, że nie ogarniał konstrukcji pada do konsoli
k11h
napisany 17.06.2020 o godzinie 14:34
zobacz profil autora
@chaos, fajne spostrzeżenia! nakłoniłeś mnie do drugiego podejścia do rdr1.. kiedyś odpaliłem tę grę i niestety nie wciągnęła mnie w ogóle po kilku misjach.. teraz, będąc podobnie zafascynowany rdr2 jak Ty, ponownie się do niej dobiorę.. zwłaszcza, że chronologicznie jest grać pierwsze w dwójkę, a potem jedynkę :) R* nie przestanie mnie zaskakiwać... (gtav na ps5 wtf o_O)

co do czekania na ps5, to ja osobiście bym nie czekał bo:
- rdr2 wygląda bardzo dobrze na ps4,
- cena ps4 jest ok, ps5 przez najbliższe dwa lata nie będzie ok :P
sdr
napisany 09.06.2020 o godzinie 22:47
zobacz profil autora
2/2

> Warto kupić PS4 w celu ogrania RDR2 czy poczekać na PS5 i liczyć na to, że gra zadziała w ramach wstecznej kompatybilności lub zostanie wydana dedykowana wersja?

Zacznę od końca. Na dedykowaną wersję bym nie liczył. Gra powinna śmigać na nowej generacji we wstecznej kompatybilności, ew. z jakąś łatą poprawiającą oprawę wizualną. Cerny mówił na jednej z konferencji coś o zapewnionym wsparciu dla około tysiąca najpopularniejszych tytułów z PS4 na starcie PS5, a wątpię, żeby mówiąc o najpopularniejszych grach generacji nie miał na myśli m.in. RDR 2, czy GTA V.

Tak więc, jeżeli nie masz na oku innych gier z PS4 (w dodatku niszowych, bo te głośniejsze i tak powinny na PS5 hulać), w które chciałbyś zagrać, i to już, teraz - to lepiej poczekać na PS5. Inwestując od razu w kolejną generację z miejsca zapewnisz sobie lepsze wrażenia z niektórych starszych tytułów i na 99% dostęp do GTA VI w dniu premiery gry. Minus to oczywiście cena PS5 na starcie - pewnie coś ok. 2,5 tys. zł.
sdr
napisany 09.06.2020 o godzinie 22:22
zobacz profil autora
1/2

Bardzo fajny tekst. W sumie trochę przypomniał mi siebie, kiedy to sam przechodziłem na drugą stronę platformowej barykady niemal 7 lat temu :P Też się długo wahałem czy warto inwestować w konsolę, szczególnie kiedy jest się tak jak ja, graczem może nie niedzielnym, ale umiarkowanie core'owym. Grającym niemało, ale raptem w kilka ulubionych serii.

W moim przypadku w podjęciu decyzji spore znaczenie miała też oczywiście cena konsoli (PS3 SuperSlim kosztowała wtedy już mniej niż 500zł) i ostatecznie się przełamałem. Również miałem z początku trudności w opanowaniu kontrolera, ale to minęło i... o zgrozo, teraz źle gra mi się w GTA V na klawiaturze xD Do tego stopnia, że kiedy tylko mogę, korzystam z kontrolera. Generalnie jestem zdania, że pad do grania jest lepszy, choć nie w każdym aspekcie. Tu oczywiście głównie mam na myśli strzelanie, ale od czego jest auto-aim? Tak, korzystam z tego ułatwienia i się nie wstydzę ;)
wybierz stronę: 1
© 2004 - 2020 GTAthegame NETWORK · All Rights Reserved
Engine by sdr · Design & Content by chaos · Odsłon 98946 · Wizyt 79989