|
Z pamiętnika młodego technika
|
|
Świata też nikt nie zmieni
napisany: 13.04.2012 · 20:59 · dodał: Skowron · komentarze: 3
|
Dziś nie będę nikogo karmić moimi wypocinami. Wrzucę po prostu coś pod czym niestety muszę się podpisać. Jest to komentarz znaleziony na sadolu który potwierdza smutną prawdę i coś czego nie możemy zmienić.
http://www.sadistic.pl/chwilka-prawdy-vt112259.htm
Cytat: jak ten facet mógł powiedzieć prawdę i wzbudzić niepokój w ludziach. na szczęście potem włączycie TVN i znów wrócicie do świata bezpiecznej zielonej wyspy. nie dowiecie się, że piloci polskiego jaka, który wylądował przed katastrofą w smoleńsku potwierdzili w prokuraturze, że słyszeli 2 wybuchy nim zgasły silniki w tupolewie. nie dowiecie się, że fala samobójstw, podobna do tej w polsce, o której też nie wiecie, przeszła przez środowisko nadzorujących wojsko i lotnisko w smoleńsku 10.04.2010, 2 generałów strzeliło sobie w głowę, a jeden pułkownik utopił się w wannie...nie dowiecie się, że na obchodach pod pałacem prezydenckim było 70 000 ludzi, a nie 700 czy 9000 jak podaje wasza kochana stacja, nie dowiecie się, że szefem gus-u został przyjaciel donalda i mimo majstrowania przy wskaźnikach bezrobocie i tak jest rekordowo wysokie, tak samo jak inflacja, nie dowiecie się, że gaz łupkowy, który był nadzieją dla nas wszystkich nie jest już nasz, nie dowiecie się, że rząd planuje wprowadzić podatek katastralny, nie dowiecie się, że cała europa pukała się w głowę gdy ekipa po podpisywała umowę z ruskimi na najdroższy gaz na świecie, w dodatku na 30 lat, nie dowiecie się że donek wprowadził podatek od kopalin, w wyniku czego upadnie u nas przemysł wydobywczy, nikt nie powie wam, że rząd postanowił po prostu zredukować liczbę obywateli, bo zamiast walczyć o wzrost liczby narodzin założono, że liczba obywateli powinna do końca tego wieku zmaleć do 20 mln. w sumie jak się jest tępą świnią to w spokoju czeka się na dzień wizyty w rzeźni, bo żaden lew by na to sobie nie pozwolił
Wpis znalazł się pod fragmentem wywiadu z Januszem Korwin-Mikke. Osobiście nie przepadam za tym panem. Ma swoje twarde (a raczej liberalne) poglądy, za co go szanuję, bo mimo zmieniających się trendów on dalej zostaje przy swoim. Dla mnie są zbyt radykalne, mimo że z częścią z nich absolutnie się zgadzam, a od części odcinam się w 100%.
Chociaż w sumie kiedyś uważałem ludzi takich jak on za totalnych wariatów, którzy próbują 'przedstawić ten kraj jako absurd'. Twierdziłem że są po prostu popaprańcami. Teraz zmieniam zdanie. Oni po prostu trzeźwo myślą i głośno mówią to co ich boli. Czyli stosunek neutralny.
Poczytajcie sobie i się zastanówcie. A później możecie wrócić do nicnierobienia.
|
|
Ktoś w ogóle tutaj coś czyta?
napisany: 31.03.2012 · 20:48 · dodał: Skowron · komentarze: 6
|
Jebnę krótką i prostą notkę z wulgaryzmami typu kurwa i spierdalaj, może to przyciągnie większe grono czytelników i zwiększy liczbę komentarzy. Chociaż jeśli wcześniej nikt nie czytał, to komu się zechce czytać te pierdolenie?
Ostatnio odnoszę wrażenie, że jeżeli coś jest dłuższe niż 3 zdania, a w dodatku jest chociaż odrobinę bardziej złożone, to czytelnik po prostu olewa sprawę. Bo po chuj myśleć czytając? Po chuj czytać?
Czytasz te coś pomniejszone? Kurwa jaki jesteś zdeterminowany. Nie piszę zdeterminowana, bo to już istny kosmos że zagląda tutaj płeć piękna. W każdym razie zostaw wpis po sobie.
|
|
Nie taki chciałem być
napisany: 27.03.2012 · 23:07 · dodał: Skowron · komentarze: 3
|
Ostatnia seria notek to powrót do przeszłości i filozoficzne podejście do życia. Mam złą wiadomość dla ludzi wielbiących teksty nie dłuższe niż ćwierć strony A4. Ten taki nie będzie.
W przededniu 20 urodzin pojawia się w człowieku pewne pytanie. Chciałem napisać, że jest to podstawowe zagadnienie, ale to raczej kwestia indywidualna. W każdym razie chodzi o to kim chciałem być gdy 'skończy się naście'?
Pamiętam siebie jako gnojka, z metra ciętego który w wieku 16 lat cieszył się na wieść tego, że wyrywa się z małego miasteczka zwanego Zabłudów do Białegostoku gdzie czekała nowa szkoła, nowi ludzie, nowe doświadczenia. Ten lans i radość z posiadania biletu miesięcznego na PKS czy Białostocką Komunikację Miejską był jak powiew wiosennego wiatru po długiej i mroźnej zimie. Po 3 latach prania mózgu w gimbusiarni takie coś musiało być czymś niezwykłym. Już samo 'bujanie' starego Autosana w drodze do Białegostoku było czymś co odróżniało mnie od tych o rok młodszych małych gnojków którzy przekraczali progi szkoły którą ja właśnie skończyłem. Pamiętam jak rozmarzałem o tym, że za te 4 lata, gdy w Polsce będzie zbliżać się Euro (patrz teraz), będę kończyć szkołę, będę wysokim, ociekającym zajebistością 'prawie technikiem' z wlasnym autem i z jakimkolwiek poważaniem.
Cóż po 4 latach jedyne co z się spełniło to stary Golf, bo nawet wysoki nie jestem.
Pamiętam jak chciałem zmieniać świat. Swoje pierwsze kroki w Klubie Miłośników Komunikacji Miejskiej który ostatnio się ze mną rozstał. Pamiętam, gdy z zapałem czekałem na zebrania by pochwalić się jakimiś ciekawymi (jak dla tej grupy ludzi) planami, czy pomysłami. Wszystko po to by wielbić transport publiczny w imię zasady, a nie zdrowej logiki. Pamiętam jak szabrowałem starego Ikarusa na zajezdni, a później chcieli mnie stamtąd wyrzucić Teraz nie jestem nawet członkiem stowarzyszenia.
Pamiętam jak po otrzymaniu dowodu osobistego chciałem zmieniać świat, namawiając wszystkich aby szli na wybory. Sam z dumą oddałem głos w wyborach prezydenckich, będąc na lekkim kacu. Nikt o zdrowych zmysłach nie pojechałby przecież autem na lekkiej bani, zagłosować tylko w imię zasad.
To samo robiłem w wyborach samorządowych i parlamentarnych. Dziś widzę jedno. Zepsucie i brak jakikolwiek perspektyw dla tego kraju. Potrzeba chyba 20tonowy młot pneumatyczny dla rozbicia zabetonowanych głów tych wszystkich baranów na każdym szczeblu. Dziś już wiem, że nie warto wierzyć iż demokracja to najlepszy z możliwych systemów.
Pamiętam jak prowadziłem lokalną gazetkę internetową, która wyłożyła się po roku. Mimo to nadal słyszę ciepłe słowa w kierunku tej inicjatywy i możliwe, że do niej powrócę bo to było coś co dawało mi satysfakcję.
Jest za to mnóstwo rzeczy za które nie będę się wstydzić, ale o których nie warto wspominać. Każdy z nas ma swoje tajemnice i rzeczy o których wspomni dopiero gdy obali porządną flaszkę. Od niespełnionych miłości po jazdę samochodem w 7 osób z kontrolą Straży Granicznej włącznie. Przynajmniej dziś uśmiecham się wspominając jaki wtedy byłem młody i głupi. Dziś już jestem tylko głupi. Na szczęście niczego nie żałuję i tej zasady nadal będę się trzymać.
Dziś kończy się naście. Nie osiągnąłem rzeczy które sobie postawiłem za cel. Nie stałem się kimś, kim chciałem być kilka lat temu. Ale tym samym nie mogę powiedzieć, że nie osiągnąłem nic. Mam przecież dach nad głową, własne cztery kółka, mały biznes który powoli się kręci i jak na razie na klientelę nie narzekam. Jednak to tylko 'rzeczy'. W głębi siebie nie jestem tym, kim chciałem być.
|
|
Spełniając plany z dzieciństwa
napisany: 03.03.2012 · 22:07 · dodał: Skowron · komentarze: 4
|
Każdy z nas będąc małym brzdącem o wzroście który pozwalał na spojrzenie na to co jest na stole, miał swoje plany na przyszłość. Od wspaniałych podróży w kosmos, poprzez posiadanie czworonożnego przyjaciela, na zwykłym rowerze kończąc. Niektóre z marzeń spełniały się wcześniej czy później, jednak bez względu na to, w głębi siebie nadal mamy te skryte 'coś' co chcielibyśmy zrealizować, na co teraz nie pozwalają nam obowiązki, fundusze czy typowo 'polaczkowe', "a co by ludzie powiedzieli"
Ja mimo wszystko postanowiłem zrobić krok w tym kierunku. Będąc właśnie tym ów brzdącem zawsze marzyłem o własnym ... motorze. Niby nic wielkiego. Z resztą trudno było nie marzyć o własnych dwóch kółkach, gdy podwórko obok, wujaszek miał warsztat, a kuzyni śmigali rometami, jawkami, a nawet simsonami. Przyszedł czas, że i moi rodzice powiedzieli symboliczne tak i wtedy mały Skowronek pomykał jaskrawozielonym S51, na łamach #kartonu zwanego komicznie 'sprzętem do dachowania' (wtajemniczeni pamiętają :)).
Jednak to nadal nie było to. Przyszedł czas, kiedy ów sprzęt musiałem spieniężyć. W dniu w którym się z nim rozstałem, jego miejsce zastąpił biało rdzawy golf, który z niewielkimi przebojami służy mi od dwóch lat.
Jak wspomniałem, jaskrawy Simson to nadal nie było to. Zwłaszcza, wtedy gdy inni kumple rozpoczynali erę odkurzaczy i innych sprzętów zwanych potocznie skuterami. Mi zależało na czymś, co nie naprawia się 'schematycznie' i bezproblemowo, lecz coś do czego trzeba włożyć serce i kilka siarczystych kurw czy innych przekleństw. Coś, czego budowa wydawała się prosta jak cep, ale jednocześnie w razie prostej usterki wymagała wytoczenia najcięższych dział w postaci młotków. Czymś co kiedyś było powszechne, a dziś powoli staje się niepowtarzalne.
Do czego zmierzam? Ano cofnijmy się do listopada zeszłego roku. Wtedy to udałem się przedłużyć OC za volkswagenowską białą torpedę. Miła pani w ubezpieczalni wyliczyła mi kilka składek i uroczo oświadczyła iż auto warte dwie wypłaty wymaga opłat w wysokości ... 70% jednej wypłaty, czyli jakichś 800złotych. Jednocześnie poinformowała mnie, iż gdyby nie fakt iż jestem współwłaścicielem, OC wyniosłoby o połowe mniej, czyli kwotę którą byłem w stanie przyjąć. Jednodniowa akcja w Starostwie zakończyła się wkreśleniem mnie z dowodu rejestracyjnego co skutkowało tym iż moje obecne zniżki mógł trafić szlag. Aby temu zapobiec, wspomniana wyżej babka doradziła mi abym kupił 'jakieś padło' z dokumentami, i zarejestrował na siebie. Mówiąc 'jakieś padło' miała na myśli przyczepkę, lub motorower. Przyczepka odpadła z rywalizacji ze względu na gabaryty, a motorower.... cóż. Czemu nie spytałem, po czym przystąpiłem do poszukiwań.
Nie trwały one długo. Kumpel z technikum kiedyś wspominał, że w jego piwnicy spoczywa Romet Ogar z papierami...
I tutaj warto przejść do puenty dzisiejszej notki. Dziś rano po zostawieniu pod zastaw dobrej flaszki, wziąłem od znajomego busika i bez większych przebojów przewiozłem Romecika z Białegostoku do swojej bazy wypadowej na wiosce (o której nie omieszkam wspomnieć w innej notce, opatrując ją szeroką relacją fotograficzną), gdzie w oczekiwaniu na lepsze jutro, Ogar spędzi przynajmniej 2 miesiące.
Co chciałem przekazać? Głównie chciałem zrobić to co każdy szanujący się samiec robi po zakupie czegokolwiek - po prostu się pochwalić. Chciałem jednak również udowodnić, iż pod pretekstem zwykłego zachowania sobie zniżek OC, da się zrealizować chociaż częściowo swoje marzenia. Dlaczego częściowo? Ogar prawdopodobnie doczeka się remontu generalnego, bo OC to tylko pretekst. Ale... ale zawsze marzyłem o remoncie czegoś 'poważniejszego'. Poważniejszego, znaczy większego i rozpoznawalnego. Od zawsze lubowałem w polskiej motoryzacji PRL, dlatego już od dawien dawna odkładam sobie w skarpecie na ... polskiego Fiata 125p(ew. Żuczek!). Jednak zanim wydam ostatnie grosze na dużego bandziora, warto zorganizować sobie jakieś zaplecze, w postaci najprostszej wiaty czy garażu. Ale o tym jak wspomniałem w przyszłości. Prawdopodobnie po maturach, bo wtedy czekają mnie najdłuższe wakacje. I znając polskie realia i moje podejście, będą to najdłuższe wakacje w pracy.
Edit.
Wczoraj obiecałem fotki. Słowa dotrzymuje. Wybaczcie mi, ale tylko pod ręką miałem tylko oczkową dziesiątkę, kombinerki, śrubokręt i kalkulator, dlatego tak lipnej jakości zdjęcie. A jak ładnie ktoś poprosi to dorzucę bazę wypadową
KLIK!
|
|
O 30 stopniowym mrozie
napisany: 13.02.2012 · 20:42 · dodał: Skowron · komentarze: 3
|
Chociaż z naszą aurą pogodową nigdy już nic nie wiadomo, to falę największych upałów mrozów mamy już chyba za sobą. Dlatego pozwolę sobie ponarzekać na podejście Polaczków do kwestii zimy i problemów z nią związanych. Głównie uczepię się do kierowców i ich nawyków, które trzeba tępić, gnoić i piętnować, co by wszystkim nam żyło się lepiej.
Denerwuje mnie i dosłownie rzuca po ścianach jak ktoś mi mówi, że nie mógł odpalić auta, stwierdzając że zamarzło. Owszem, zamarzło, ale w większości z winy kierowcy. Człowiek myślący (czyli tytuł, którym nie wszyscy powinni się posługiwać) doskonale wie, że do zimy trzeba się i auto przygotować!. Ale nie przygotowywać sie czytając wspaniałe porady z wp czy innego onetu, tylko myśląc i drogą dedukcji dochodząc do nich samemu.
Kwestia pierwsza
W mróz mi nie odpalił, bo akumulator padł
No jak świat światem stary przy 30 stopniowym mrozie to chyba tylko nowe akumulatory będą 'rozmawiać' następnego dnia. I to jeżeli dzień wcześniej auto było użytkowane dalej niż do sklepu. Zaprawdę powiadam Wam, korona z głowy nikomu nie spadła jeśli w rączkę weźmie się oczkową dziesiątkę i odkręcił klemy z akumulatorka, po czym zataszczy się go do ciepłego domku. Akumulatorki lubią ciepełko i koniec. Wyjątkiem są auta - woły robocze, które w nocy mają dosłownie kilka godzin na 'ostygnięcie'.
Kwestia druga.
No mam dobry akumulator, ma dużo amperogodzin, powinien działać!
Osobnik, który tak mówi zasługuje na piątkę.
W twarz.
Krzesłem.
Kochany człowieczku, amperogodziny to czas przez jaki twój akumulatorek będzie rozmawiać. W duży mróz oprócz tego dochodzi kwestia z jaką 'siłą' akumulatorek chce rozmawiać. Dochodzimy tutaj do prądu rozruchowego. Niech se dzieci wbiją do głowy, że zimą akumulator musi poobracać wałem, który jest zanurzony w oleju, który też nie lubi temperatury i rozrusznik potrzebuje większego kopa, przy czym siłe na kopniaka zbiera z akumulatora.
Do tego dochodzi jeszcze wielkość prądu rozruchowego do różnych silników aut. Kolejna cenna rada dla tych którzy o tym słyszą po raz pierwszy. Diesel potrzebuje większy prąd rozruchowy. Zwłaszcza stary diesel. Ja stawiam na 800A, chociaż u siebie mam aku z renault scenica i 500A zimą go ładnie kręci ^^
Kwestia trzecia
Jarzysz jak diesel w zimie
Kto jeździł klekotem czy innym traktorem doskonale wie, że podstawą są:
- podgrzane świece
- porządny aku
- porządna ropa
Krew zalewa jak naród klnie, że ichni diesel nie odpala. Podchodzisz do takiego delikwenta co by mu pomóc, doradzić. Spoglądasz, a tutaj akumulator ledwo kręci. Spoglądasz na przewody od pompy, a tutaj kolejne zdziwienie. Oba 'sztywne'.
Zdziwiony polski naród, gdy w 30 stopniowy mróz zamarza ropa w traktorach. Na szczęście szybko sobie przypominają, że ostatni raz tankowali pod korek latem i do tej pory jeszcze coś tam w baku było. Dopiero później dochodzą do wniosku, że to co tankowane było latem, siłą rzeczy do zimy nie było przygotowane. Co wtedy w takiej sytuacji? Albo czekać do wiosny, albo wstawić do ciepłego garażu.
No i wreszcie. Podgrzane świece. Nie jeżdżę żadnymi cudakami z których elektronika wypada drzwiami (nimi śmigam latem ^^). Stary porządny klekot ma zwykły przekaźnik czasowy, który 'cyka' (wyłącza się), nawet jeśli urocza pomarańczowa kontrolka zgasła. Dlatego zimą świeczki nie grzejemy raz. Nie grzejemy ich nawet dwa razy. Grzejemy je porządnie 3 razy dla pewności. I tutaj znowu wracamy do kwestii porządnego akumulatora. Podgrzewanie świec 'żre' nam aku, dlatego jeżeli masz wątpliwości, czytaj poprzednie akapity aż do skutku.
Kwestia czwarta.
Letnie paliwo
Patrz wyżej.
Z drobnych rad dodam, że jak i to nie pomaga, to start ułatwia Plak do tapicerki psiknięty w kolektor ssąc. Ale zabawę w tego rodzaju wspomagacze polecam do starszych aut. Turbinowe traktory podobno tego nie lubią i ot tak same z siebie przestawiają rozrząd po wystrzale :)
Chciałem jeszcze napisać, że irytują mnie ludzie którzy nie potrafią nawet wyciągnąć akumulatora z samochodu, o wymianie koła nie wspominając, ale wiadro pomyj wyleje na nich później.
|
|
 | Imię (Nazwisko): Maciek Ksywa: Skowron Miejscowość: Zabłudów k/Białegostoku Wiek: 20 lat |
|
|