W zasadzie to międzynarodowe święto jest. Tak twierdzi mój kalendarz.
W zasadzie to moje ferie zaczęły się tygodniem ciszy. I tak też się skończą, bo trwają tylko tydzień.
Lubię popełniać błędy i obarczać się winą. Naturalnie mojej winy nie ma nigdzie, to tylko ludzie są utaplani w brudnej rozpuście, a na gębach fałszywy uśmiech.
Ale ja błędów nie popełniam dwa razy. Nauczyłem się kilku rzeczy: czas ma tendencje do działania na naszą niekorzyść. Nie warto czekać. I o swoje trzeba jednak walczyć. Poddając się nie zajdziemy nigdzie.
I przy tym wszystkim trzeba respektować uczucia innych, nie traktować ich jak lalki, które można przeprogramować pod swoje dyktando. O osobach trzecich nie wspominam. Chociaż ich uczucia też trzeba szanować.
No i ważna jest jeszcze wiara. I zaufanie.
No, to na sam koniec zanucimy 'Hej hej, niezwyciężony, hej hej, wstawaj i walcz!'
I nie musicie mi mówić, co sądzicie o związkach na odległość.