Według mojego kalendarza dzisiaj mamy ostatnie, sensowne święto w styczniu. A jako, że przez ten rok piszę zainspirowany dziełem Jepha Loeba, "Batman: The Long Halloween". Dużo odniesień do Ojca Chrzestnego, którego nie oglądałem, żadnego spedalonego chłopca w czerwonych gatkach i zielonej koszulce plączącego się pod nogami. I Harvey Dent jako prokurator okręgowy. Polecam, bo to dobra rzecz, nawet, jeśli nie jest się fanem przebierańców walczących ze złem i występkiem.
W każdym razie, nic nie wiem. Czas mija mi szybko.. I to nie bez powodu. W każdym razie miło się przekonać, że teoretyzowanie o uczuciach nie ma żadnego sensu.
A życie toczy się dalej. Tylko coś się zmienia. Trochę, troszeczkę, z każdym dniem. Na razie wystarczy.
Jeśli będę miał przypadkiem ochotę napisania czegoś sensownego, to zedytuję tą notkę.
A, tak btw, jestem jedyną osobą, która nie czeka na IV?