Zaloguj przez Facebooka

Kedzior

blog

b l o ga r c h i w u ml i n k io   m n i e
Czym by tu na ósmą?
napisany: 04.10.2011 · 02:03 · dodał: Kedzior · komentarze: 2
Dobre 4 lata temu pod podobnym postem pisałem komentarz, żeby nie narzekać na dotowaną z pieniędzy miasta, komunikację miejską. Dużo się od tamtej pory zmieniło, wiedzy przybyło, parę szkół zmieniło i tak dalej.

Tym razem nie będe się rozpisywać ogólnikowo co i jak, bo tym i oceną transportu zbiorowego w mieście nad Odrą i działań ku jego promocji, staram się od kilku lat zajmować na innej stronie.

Ostatnio chaos przedstawił absurdalność sieci komunikacji zbiorowej organizowanej przez KZK GOP na "swoim obszarze" aglomeracji Będzin-Sosnowiec.

Nie będe wnikać w sposób, jaki myślą wielkie głowy w tamtejszym organizatorze transportu miejskiego. Za to przedstawię absurd rodem z miasta nad Odrą.

Jestem uczniem jakiejś szkoły dla dorosłych. Ze względów osobistych, nie podaję dokładnych adresów gdzie, co i jak. Z racji zaocznego systemu nauczania, zajęcia mam głównie od 8:00 do 14:20, czasem do 14:30.

Jako iż jestem osobą niezmotoryzowaną i raczej nic nie wskazuje na to, żeby miało się to zmienić w ciągu najbliższych kilku lat, bądź dekady, pojawia się odwieczny dylemat: czym by tu dojechać z mojego zadupia? W sobotę z mojego przystanku na zadupiu jeżdżą linie autobusowe: D, która jako jedyna jeździ do ścisłego centrum i dalej na południowy-zachód grodu nad Odrą. Jest też 141, które jeździ tą samą trasą, ale tylko na "jajko" z nawierzchnią peronów na poziomie gruntu. Obie linie jeżdżą na przemian w odstępie 15 minutowym od siebie. W ten dzień dojazd mam całkiem dobry (jak dla osoby w pełni sprawnej fizycznie i zdrowej), bo wsiadam w D i jadę do przystanku gdzieś tam i mam tylko (lub aż) jeszcze jakieś 700 metrów wzdłuż pewnej ulicy, przejście przez duże skrzyżowanie z tramwajami i jeszcze dojście 150 metrów do budynku szkoły. To mi się opłaca, bo kasuję wówczas tylko jeden bilet za złoty dwadzieścia, a czas dojazdu, razem z czasem dojścia wynosi tak średnio 40 minut.

Niestety już tak różowo nie wygląda niedziela. Otóż jakaś mądra głowa wymyśliła sobie, że z mojego przystanku od 5:30 do 8:50 jeździ tylko 141, a D wyjeżdża dopiero później.

W sumie i tak się cieszę, że cokolwiek mam, bo taka Lesica (nie mylić z Leśnicą) i Blizanowice nie mają takich luksusów, ta pierwsza nawet nie ma zapewnionego dojazdu komunikacją miejską, a bo niby nawierzchnia nie pozwala na jazdę autobusów...

Jak pisałem wcześniej, 141 w sobotę i w niedzielę jeździ dwa razy na godzinę w równych odstępach 30 minutowych. Problem polega teraz na tym, że tramwaje jeżdżą nieco częściej, bo co 20 minut. Oznacza to, że tramwaj linii 4, pasuje mi tylko raz na godzinę. W pozostałym przedziale czasowym wjeżdżając na "jajko" widziałbym dupę odjeżdżającego składu, dzięki czemu musiałbym czekać 20 minut na następny kurs. Sam dojazd w niedzielę zajmuje mi aż 50 minut, a przecież mowa o jeździe w mieście. Z zazdrością słucham opowiastek pełnoletnich, w większości już zamężnych i "dzieciatych" koleżanek dojeżdżających autem z wiosek pod Wrocławiem, które jadą skrótem przez autostradową obwodnicę i przyjeżdżają pod szkołę po niespełna kwadransie jazdy.

Kolejny problem jest taki, że kilka osiedli, jak i moje mają jedną drogę dojazdową przez okresowo wylewający ciek wodny przez którą w normalne dni jeździ około 32 autobusy na godzinę + jakieś pekaesy do Oleśnicy. Tak więc możliwość wariantów alternatywnych jest na żenująco niskim poziomie. Kombinowanie z przesiadkami z racji rozkładów, weekendowych, które od ponad 12 lat nie zmieniły się w ogóle, nie daje oczekiwanych skutków, bo wydłuża czas dojazdu średnio o kolejny kwadrans. Pomimo tego, co weekend widzę w autobusach "moich linii" sporo tych samych twarzy i niewielki ruch na drodze, przynajmniej około siódmej rano.

Takie widoki:

nie należą więc do rzadkości, a wystarczy żeby nie przyjechał jeden kurs, albo spóźnił się kilka minut, a spotykamy taki lub większy tłok, który najbardziej nasila się w październiku, grudniu, styczniu i przez luty, marzec.

Teraz ostatnio sternikowi z sudetów, marzą się ogryzkowe (w stosunku do 141 czy D) linie dowozowe do położone daleko od siedzib ludzkich, stacji kolejowej Wrocław Psie Pole. Ma ona jeździć do klepiska oddalonego od samej stacji o sześć pasów drogi krajowej nr 8 (bo po co robić nawrotkę przy stacji) które trzeba pokonać rzadko naprawianym przejściem podziemnym o nawierzchni kaflowej, jakże hybotliwej i śliskiej późną jesienią i śnieżną zimą. Smaczku dodaje fakt, że kursy mają być zsynchronizowane z koleją. Ciekawie, można sobie wyobrazić w jaki sposób osoby (jeśli w ogóle ktoś będzie tym chciał jeździć) przejdą w krótkim czasie kilkaset metrów w dół i w górę, gdy w tym samym czasie będzie nadjeżdżać pociąg. Gwizdek konduktora przy dojściu do czwartego od końca, schodka, murowany. Dodajmy fakt, że przejście to jest zupełnie nieprzystosowane dla wózków inwalidzkich, ani do wózków dziecięcych. Nawet osoby starsze omijają go z daleka oglądając dworzec z okien D/141 jadących estakadą na właściwe Psie Pole. Dodajmy też fakt, że bilet komunikacji miejskiej (mylnie nazywany też "biletem MPK") nie obowiązuje w pociągach regionalnych spółki Przewozy Regionalne, ani Kolei Dolnośląskich.
RD mami nas, że przez kilka lat nie ruszone będą pozostałe linie autobusowe, jak właśnie D/141, ale tylko wtedy jak do pociągów nie będą jeździć tłumy. No cóż - ten facet już tyle za swej prezydentury nakłamał, że mnie na to nie nabierze i chętnie go i jego ludzi do JEGO senatu z żółtych szmat z jego facjatą, dlatego chętnie rozliczę jego i ich z tej obietnicy i dotychczasowych działań ku rozwarstwianiu komunikacji w grodzie nad Odrą.

Skoro mówimy o kolei, to warto zaznaczyć, jak nieatrakcyjna jest ona dla Wrocławian. Pal sześć częstotliwość kursów, bo te akurat od grudnia powoli wracają do zacnych wartości z czasów PRL:

Problemem kolei we Wrocławiu jest mała ilość przystanków i stacji ich oddalenie od siedzib ludzkich, omijanie centrum szerokim łukiem, oraz znikoma dostępność z przystanków komunikacji miejskiej.

Dlaczego więc miałbym iść na pociąg, który nie dowiedzie mnie w okolice mojej szkoły, a jeszcze zmusi do spaceru ponad 2 kilometrowego na samą stację, czekania nie wiem ile na pociąg i w końcu kolejnego 1,5 kilometrowego marszu ze stacji do szkoły, podczas gdy obecnie do celu jadę mniej niż godzinę czasu i nie muszę się zbytnio nachodzić?
Kedzior
napisany 06.10.2011 o godzinie 00:14
zobacz profil autora
U mnie postanowili uwalić sprzedaż biletów w kioskach i teraz w sobotę i w niedzielę w ogóle nie ma możliwości kupna jakiegokolwiek biletu. A najbliższy automat dobrych 5-6 km od domu. Z kolei te w autobusach nie przyjmują gotówki i niektórych kart. Ale i tak wychodzi taniej, niż jakbym miał utrzymać samochód ze wszystkimi niezbędnymi opłatami i naprawami.

PS. No to teraz kolej na twoją notkę ;)
chaos
napisany 05.10.2011 o godzinie 07:04
zobacz profil autora
Dlatego najlepszym środkiem lokomocji jest samochód. Komunikacja miejska coraz częściej zawodzi, jeździ nią coraz więcej ludzi i nie wiem jak jest we Wrocławiu, ale u mnie jest droga - za jeden bilet płaci się od 2,80 do 4,20 zł, dwutygodniowy 76 zł, a miesięczny ~130 zł. Naprawdę tańszy i szybszy był mój szesnastoletni samochód. Mogłem wychodzić do pracy 15 minut przed i docierałem z dużym zapasem czasu. A teraz mam do wyboru czterokilometrowy spacerek albo autobus i dojazd do pracy na 7:40. :)

Nigdy nie przypuszczałem, że i Ty zaczniesz narzekać na komunikację miejską.
wybierz stronę: 1
© 2004 - 2026 GTAthegame NETWORK · All Rights Reserved
Design & Engine by sdr · Content by Kedzior · Odsłon 55451 · Wizyt 44438